W grudniu Zarząd Polskiego Radia postanowił przyznać Tadeuszowi Strugale diamentową batutę mając na względzie wybitne zasługi laureata dla polskiej i światowej kultury muzycznej oraz uznanie dla jego działalności dyrygenckiej o szczególnym znaczeniu dla polskiego życia muzycznego. Maestro zrewanżował się poprowadzeniem podczas gali dwóch znakomitych utworów: IV Symfonii Beethovena i Koncertu skrzypcowego Brahmsa. Czy można wyobrazić sobie repertuar bardziej adekwatny do nagrody? Czy można marzyć o lepszym wprowadzeniu w muzykę polską dla Aleksandry Kuls, młodej skrzypaczki?
W rankingu krajów przyjaznych biznesowi Polska znajduje się w szóstej dziesiątce. Wyprzedzają nas m.in. Rwanda i Wyspy Zielonego Przylądka. A my się wciąż dziwimy, że są takie patologie w kulturze?
Donosiliśmy już o dymisji pana Stanisława Leszczyńskiego ze stanowiska w NIFC. Ta wstrząsająca wiadomość pobudziła środowisko do natychmiastowej reakcji. W internecie pojawiła się lista osób, które przeciwko decyzji pana Leszczyńskiego protestowały. Podobno sama Marta Argerich się na tę listę wpisała, co nie dziwi, ze względu na koncerty, jakie jej zapewnia współpraca z wyżej wymienionym. W tym samym czasie podano do wiadomości, że los Chóru Polskiego Radia w Krakowie jest zagrożony. Tym razem reakcja środowiska była co najmniej anemiczna. Nie dziwi to. Wspomniany Chór tego środowiska nie rozpieszczał etatami, zleceniami, zamówieniami etc. A że wartość tej szacownej instytucji dla kultury polskiej jest dużo większa...
Od dłuższego już czasu władza nie potrafi sobie poradzić z problemem abonamentu RTV. Jest to niemalże kwadratura koła. Ale cóż się dziwić, skoro władza ta wysyła do obywateli sprzeczne sygnały, w swoim przekazie podaje treści wzajemnie się wykluczające i zakłada, że nikt nad tym się nie zastanawia. Problem z płatnością abonamentu istnieje od momentu, gdy Polska stała się wolnym krajem. Najpierw sposób jego opłaty był anachroniczny i zbiurokratyzowany tak, że nawet osoby mające dobre chęci rezygnowały z płacenia tej daniny. Następnie, kilka lat temu, premier poprzedniej kadencji nawoływał do niepłacenia abonamentu. Obecnie, choć premierem jest wciąż ta sama osoba, władze próbują zachęcić obywateli do płacenia abonamentu przy pomocy nieudolnych reklam.
Ktoś wpadł na pomysł, by do Polaków Francuzka, albo Niemiec, mówili jak to oni są zdyscyplinowani, i że Polacy są „numerem 1” w Europie (w niepłaceniu abonamentu), i że powinni poprawić swoją pozycję. Nie trzeba zbyt wiele intelektu, by wiedzieć, że zajmując pierwszą pozycję trudno ją poprawić. Poza tym, ci sami cudzoziemcy nie naśmiewają się z Polaków, że nie dorównują im np. w systemie ochrony zdrowia. 67 lat od czasów II wojny światowej tylko chyba w Polsce ustawiają się kolejki do aptek. Może więc zanim przekonamy obywateli do płacenia abonamentu, władza powinna się zabrać najpierw za ostateczne rozwiązanie istotnych problemów nieznanych w Niemczech czy Francji?
W tym samym czasie, gdy reklamy namawiają do płacenia abonamentu – ciekawe kto i ile na tych reklamach zarobił – reklamuje się również naziemną telewizję cyfrową, już działającą, i która zastąpi przekaz analogowy w przyszłym roku. Otóż, zgodnie z reklamą, telewizja ta jest darmowa. Można więc sądzić, że każdy, kto odbiera już teraz telewizję cyfrową, abonamentu płacić nie musi.
Osoby związane mniej lub bardziej z „Radiokomitetem” twierdzą, że abonament jest przeznaczony tylko na działalność misyjną. Jednocześnie artyści, w szczególności filmowcy, namawiają do płacenia tej daniny, dzięki czemu będą mogli realizować swoje filmy. A pani dyrektor Joanna Wnuk-Nazarowa, szefowa NOSPR, nawołuje na antenie Dwójki, byśmy płacili abonament, gdyż dzięki temu będzie można nagrywać i wydawać więcej płyt z jej orkiestrą. Czy więc te dodatkowe działalności są opłacane z abonamentu, czy też nie? Kto tu kogo wprowadza w błąd?
Cała ta akcja pokazuje tylko jedno – władza jest całkowicie nieudolna. Polska bez problemu poradziła sobie ze ściąganiem wszelkich podatków wprowadzonych w dużej mierze już w wolnej Polsce, a nie potrafi ściągnąć abonamentu! Toż to prawdziwa kompromitacja dla rządzących, bez względu na ich przynależność polityczną, którzy zamiast próbować ośmieszyć obywateli głupimi reklamami, powinni siedzieć cicho aż do momentu, gdy rozwiążą ten problem.
Pisaliśmy ostatnio o tym, jak to wyciekają nasze podatki za granicę, i że w tym procederze bierze udział instytucja finansowana przez MKiDN oraz MSZ – Instytut Adama Mickiewicza. Chodziło o płyty z muzyką Mieczysława Weinberga zrealizowane w Austrii (wciąż niedostępne w Polsce). To nie jedyny taki przypadek. Istniejąca od kilkudziesięciu lat brytyjska firma Chandos znalazła się również wśród beneficjentów naszych podatków za pośrednictwem IAM-y (na dotacje). Wydali już trzy woluminy dzieł Witolda Lutosławskiego. Sam pomysł świetny, tyle tylko, że nasze uczestnictwo w tym projekcie sprowadza się do finansowania cudzoziemców. Żaden artysta z Polski nie bierze w tym udziału. Poza tym muzyka Witolda Lutosławskiego jest bez przerwy sponsorowana przez państwo. Sądząc po tym, ile płyt z jego muzyką ukazało się w ostatnich czasach, można przypuszczać, że melomani nie marzą o niczym innym. Równolegle z płytami Chandosu w Polsce realizowane są nagrania dzieł Lutosławskiego we Wrocławiu, również za nasze podatki. Jakiś czas temu finansowaliśmy wydanie jego dzieł w firmie Naxos, a także w kilku polskich wydawnictwach. Przyszły rok będzie poświęcony Lutosławskiemu i będzie kolejną okazją do zwiększenia nakładów finansowych na jego promocję. Ile jeszcze razy mamy finansować jego „dzieła wszystkie”, które następnie sprzedają się w kilkudziesięciu egzemplarzach, skoro dziesiątki polskich kompozytorów nie doczekało się jeszcze ani jednego nagrania?
Wspomniany IAM podsumował niedawno swoje osiągnięcia za 2011 r. Ani płyty Weinberga, ani płyty Lutosławskiego nie zostały w tym podsumowaniu wymienione.