|
W mojej muzycznej krainie (13):
Zimowe marzenia Czajkowskiego
Andrzej Osiński
„Szklane dziecko” („un enfant de verre”) o gołębim sercu, czułe,
nerwowe i przewrażliwione („Wiesz, że mam siły i zdolności, ale
cierpię na chorobę, która nazywa się kruchością, i jeśli nie zapanuję
nad nią, to rzecz prosta, łatwo mogę zginąć” – zdradzał najukochańszej
siostrze Aleksandrze Dawydow); „rosyjski Schumann”, nieśmiały, drażliwy
i nietowarzyski („Przez całe życie byłem męczennikiem obowiązkowych
kontaktów z ludźmi – odkrywa meandry swej duszy przed Nadieżdą von
Meck, ekscentryczną milionerką i opatrznościową protektorką – Z
natury jestem dzikusem. Każda znajomość, każde spotkanie z człowiekiem
nieznajomym – były dla mnie zawsze źródłem silnych moralnych mąk”),
humanista o wzniosłej duszy, udręczony przedwczesną śmiercią matki
i ogarnięty rosnącym poczuciem wyobcowania („Wyobraź sobie mnie
wśród tłumu, masy znajomych, pośród ludzi nie znających i nie ceniących
mnie jako muzyka, pośród rozlicznych rosyjskich intrygantów – pisał
do brata Anatola, przerażony ofertą paryskiej delegatury – Czy mógłbym
to wytrzymać?”) – autor Jeziora łabędziego wiódł żywot anachorety,
gardzącego blichtrem mieszczańskiej socjety i izolującego się od
zbytecznego zgiełku. „Tylko w samotności i na łonie przyrody można
doznawać chwil prawdziwego szczęścia” – podkreślał.(...)
|