Od redakcji
   Życie
   Człowiek
   Dzieło
   Myśli
   Kolekcja melomana
   Konkursy
   Nuty / Scores
   Prenumerata
   Archiwum
   Redakcja
   English
   Reklama
   Partnerzy

Adres:
Wydawnictwo Muzyczne Acte Préalable Sp. z o.o.
dla: Muzyka21
skr. pocztowa 71
02-800 Warszawa 93
tel.: (22) 648 88 38
muzyka21@interia.eu

Konkurs
na Projekt Nagraniowy Zapomniana muzyka polska
Wydawnictwa Muzycznego
Acte Préalable
Archiwum

 




w następnym numerze

powiększ

 

katalog stron internetowych

• Muzyka polska jest w centrum naszego zainteresowania

 
CZŁOWIEK
 

O muzyce Chopina

mówi portugalska pianistka Maria Joăo Pires

Maria Joao, na swoją ostatnią płytę wybrałaś dzieła Chopina napisane pod koniec jego życia, między 1844 - kiedy napisał III Sonatę a 1849, datą jego śmierci. Jestem ciekaw, czy uważasz, że istnieje coś takiego, jak "późny Chopin", tak jak używamy określenia "późny Beethoven". Czy jest to w naszej kulturze ogólnie przyjęty sposób widzenia (...)

Awangarda awangardy
Bogusław Schaeffer kończy 80 lat

Dariusz Mazurowski

Gdyby zorganizować plebiscyt na najbardziej niezwykłą postać polskiej sztuki współczesnej, Bogusław Schaeffer byłby niemal pewnym kandydatem do zwycięstwa. Obchodzący w czerwcu swoje 80. urodziny artysta jest na swój sposób światowym ewenementem - nade wszystko płodnym kompozytorem, ale także koncertującym pianistą, muzykologiem i teoretykiem, pedagogiem, wydawcą, publicystą, dramaturgiem i reżyserem teatralnym, grafikiem. Doprawdy trudno by było znaleźć kogokolwiek o równie bogatym dorobku. I właściwie - tytułem wstępu - można stwierdzić, że Schaeffera po prostu wypada znać. A jednak, co zakrawa na pewien paradoks, we własnym kraju jest chyba popularniejszy jako dramaturg, choć ten obszar jego działalności jest zdecydowanie mniej istotny niż muzyka. W świadomości melomanów, nawet tych, którzy uważają się za koneserów współczesnej twórczości, uchodzi za eksperymentatora, awangardystę, kompozytora "trudnego" i elitarnego (choć obie te opinie można łatwo obalić przy pomocy zaledwie kilku utworów artysty). Taki już widać los nowatorów. A że dokonania naszego bohatera to temat na co najmniej kilka książek, z racji ograniczonego miejsca, skupmy się więc na najważniejszych faktach.

Kameralistyka jest dla mnie
źródłem muzyki

rozmowa ze skrzypaczką Isabelle Faust

W programach koncertów umieszcza pani obok siebie utwory z bardzo odległych epok. Czy to nie trudne - tak szybko przeskakiwać od jednego do drugiego stylu?
Oczywiście to nie zawsze łatwe zadanie, nawet jeśli chodzi o kwestię samego instrumentu - trudno w krótkim czasie wymienić struny, obniżyć strój Stradivariusa, czy wymienić klasyczny smyczek na barokowy. Także w muzyce współczesnej wymagane są różne, czasem mało klasyczne sposoby gry. Staram się tak ustawiać daty koncertów, żeby dać sobie i moim skrzypcom kilka dni na dostosowanie się do nowych okoliczności - chociaż nie zawsze jest to możliwe. Naturalnie podejście do interpretacji jest nie mniej skomplikowane. Często koncentruję się na jednym kompozytorze, najczęściej podczas pracy nad płytą - i zaabsorbowana muzyką oraz tekstami na ten temat coraz wnikliwiej studiuję jego twórczość. W tym czasie trudniej mi grać utwory kogoś innego, ale z drugiej strony pojawia się wówczas inspiracja i chęć, aby spojrzeć na muzykę tego drugiego kompozytora w nowy sposób - zwłaszcza, jeśli zachodzi możliwość wzajemnych wpływów.( ...)

Haendel i Il Giardino Armonico

Arkadiusz Jędrasik

Rok 2009 upływa pod wielkim patronatem Jerzego Fryderyka Haendla, którego 250 rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku. Z tej okazji pojawia się na rynku wiele nagrań jego muzyki, choćby wspomnieć opery Alcina i Ezio nagrane przez Alana Curtisa, czy pierwsze polskie nagranie Juliusza Cezara, czy nowa rejestracja Concerti grossi op. 6 dokonane przez Il Giardino Armonico, zespół, który od lat zachwyca stylowym, pełnym temperamentu wykonawstwem muzyki barokowej. Kto nie pamięta ich genialnego albumu z ariami Vivaldiego nagranymi z Cecylią Bartoli, czy niedoścignionej do dziś, zjawiskowej interpretacji Czterech pór roku?(...)

O nagraniu Koncertu skrzypcowego Zygmunta Stojowskiego i nie tylko

ze skrzypaczką Agnieszką Maruchą rozmawia
Arkadiusz Jędrasik

Ukończyła pani z wyróżnieniem klasę skrzypiec u prof. Mirosława Ławrynowicza na Uniwersytecie Muzycznym im. Chopina w Warszawie, a także zagraniczne studia podyplomowe. Jak pani wspomina czas studiów?
Z całą pewnością każdy inaczej wspomina swoje studenckie czasy. Ja pamiętam okres studiów w Warszawie jako czas intensywnej pracy. Jestem warszawianką, przez cały okres studiów mieszkałam u rodziców, nie musiałam więc martwić się o utrzymanie. Mogłam skupić się wyłącznie na ćwiczeniu i nauce. W tamtym okresie dużo koncertowałam, uczyłam się nowego repertuaru solowego i kameralnego, zdobyłam też wiele nagród na znaczących konkursach skrzypcowych. W czasie studiów założyłam wraz z pianistą Wojciechem Jasińskim duet Polish Duo, który istniał 9 lat, i z którym występowałam w całej Europie. Natomiast studia w Szwajcarii, w Hochschule der Kunste w Bernie to czas zdobywania nowych doświadczeń muzycznych. Grałam wtedy bardzo dużo muzyki dawnej i współczesnej. Choć otrzymałam stypendium rządu szwajcarskiego, starałam się dużo pracować i występować solo, w orkiestrach i zespołach kameralnych by wyrobić kontakty w nowym środowisku muzycznym. Zaowocowało to wieloma wspaniałymi projektami.


Spod ręki jednego z najwybitniejszych pedagogów, jakim był prof. Ławrynowicz, wyszło wielu znakomitych skrzypków. Jak pani wspomina swojego Profesora?
Profesor był niezwykłym człowiekiem, bardzo angażował się w nauczanie. Był bardzo zżyty z całą swoją klasą, przejmował się problemami uczniów. Choć bywał często bardzo zajęty, dla każdego studenta potrafił znaleźć czas. Uczyłam się u prof. Ławrynowicza 9 lat. Bardzo wiele mu zawdzięczam jako skrzypaczka. Jak profesor uczył? Każdego studenta traktował indywidualnie, był bardzo konsekwentny, potrafił zmotywować do grania. Bywał krytyczny. Wymagał od nas systematycznej pracy. Miał bardzo zdrowy stosunek do zawodu muzyka, potrafił sprowadzić nas na ziemię, gdy popadaliśmy w skrajne stany emocjonalne. Profesor ogromną wagę przywiązywał do grania utworów na skrzypce solo, kaprysów, sonat solowych J. S. Bacha, sonat E. Ysaye. To był nasz obowiązkowy repertuar. Bardzo cenił Igora Ojstracha oraz Henryka Szerynga, graliśmy najczęściej z edycji nutowych opracowanych przez tych skrzypków. I co najważniejsze, prof. Ławrynowicz nie był zaborczy, wysyłał nas na zagraniczne kursy, pozwalał jeździć na lekcje do innych pedagogów, studiować równocześnie na innych uczelniach. Nie każdy nauczyciel potrafi się na to zdobyć. Nasza klasa była bardzo zgrana, do tej pory mam kontakt z większością studentów prof. Ławrynowicza. Myślę, że wszyscy, którzy uczyli się u profesora, są dumni, że mogli mieć kontakt z tak znakomitym pedagogiem.

Niedawno ukazał się w Acte Préalable pani album z muzyką kameralną Hansa Hubera, Arnolda Mendelssohna i Maurycego Moszkowskiego. Skąd pomysł na taką płytę?
Podczas studiów w Bernie wraz z moją panią profesor Moniką Urbaniak-Lisik i pianistą Wojciechem Jasińskim założyłam zespół Trio Ardito. Dwoje skrzypiec i fortepian to bardzo rzadko spotykany skład kameralny, istnieje niewiele kompozycji napisanych na te instrumenty, mieliśmy więc problem z doborem repertuaru. Gdy zaczęliśmy poszukiwania utworów, okazało się, że istnieje wiele ciekawych, nikomu nie znanych kompozycji na taki zespół. Zauważyliśmy też, że prawie żadne z nich nie zostały nigdy zarejestrowane. Postanowiliśmy więc sami zrobić nagranie i tym samym zaprezentować słuchaczom nowy repertuar.

Jak wspomina pani pracę nad tym nagraniem?
Płytę nagrywaliśmy w Szwajcarii, w Hochschüle der Kunste w Bernie w lipcu 2006 r. Niestety studio, pomimo doskonałego wyposażenia technicznego okazało się nie tak dobre pod względem akustyki, jak tego oczekiwaliśmy. Było to duże rozczarowanie. Jednak z nagrania jestem bardzo zadowolona. Repertuar na dwoje skrzypiec i fortepian wymaga od wykonawcy precyzji oraz doskonałej intonacji. Wszystkie utwory są dość podobne stylistycznie, staraliśmy się więc jak najbardziej je zróżnicować. Dyskutowaliśmy o artykulacji, frazowaniu, właściwych proporcjach brzmienia. Pragnęliśmy zainteresować naszym nagraniem słuchacza. Mam nadzieję, że nam się to udało.

Jak wybiera pani repertuar do nagrań, koncertów?
Bardzo często moje wybory są podyktowane życzeniem instytucji w której występuję. W Szwajcarii starałam się propagować muzykę polską. Często też włączałam do repertuaru utwory kompozytorów szwajcarskich. Lubię zaskakiwać słuchaczy - łączę wszystkie style i gatunki muzyczne, nie boję się muzyki współczesnej, w końcu to sztuka naszych czasów! Ostatnio wraz ze skrzypkiem Rafałem Zambrzyckim-Payne grałam recital na dwoje skrzypiec w Szkocji. Zestawiliśmy utwory Telemanna z Bartókiem, kompozycje Bacha z duetami Berio. A w środku zagraliśmy suitę Grażyny Bacewicz na dwoje skrzypiec. Publiczność była zachwycona! Staram się również wzbogacać program o nieznane kompozycje. Świadomość, że wykonuję utwór po raz pierwszy po wielu dziesiątkach lat, jest bardzo budująca i daje motywację do dalszych poszukiwań muzycznych.

Teraz będzie wydana przez Acte Préalable płyta z muzyką znakomitego kompozytora Zygmunta Stojowskiego. Jaka jest geneza tego projektu? Proszę o nim opowiedzieć…
O Stojowskim jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam zupełnie nic. Gdy skończyłam nagranie poprzedniej płyty, zaczęłam zastanawiać się nad następnym projektem. Wtedy to pan Jan A. Jarnicki, właściciel Acte Préalable podsunął mi pomysł, by bliżej zainteresować się Zygmuntem Stojowskim, pokazał mi nuty koncertu skrzypcowego, sonat i miniatur. Utwory wyglądały na tyle interesująco, że postanowiłam się ich nauczyć. Zaczęłam się również zastanawiać, dlaczego kompozytor ten jest prawie zupełnie nie znany w kraju. Przecież był Polakiem! W ubiegłych latach byłam uczestniczką studiów doktoranckich na AMFC w Warszawie, postanowiłam więc moją pracę doktorską napisać właśnie o Stojowskim, opisać życie kompozytora, zanalizować utwory skrzypcowe, przyjrzeć się bliżej fonografii i nagraniom archiwalnym. Nagranie poprzedzał rok badań i poszukiwań związanych ze Stojowskim. To bardzo ułatwiło mi późniejszą pracę nad utworami.

Jak przebiegała pani współpraca z Piotrem Wajrakiem i orkiestrą Szkoły im. Józefa Elsnera?
Współpraca z panem Piotrem Wajrakiem od początku układała się znakomicie. Pan Wajrak bardzo entuzjastycznie podszedł do mojego projektu, bardzo pomógł mi w zorganizowaniu nagrania. Choć oboje byliśmy bardzo zajęci i mieliśmy niewiele czasu na próby z orkiestrą, pan Piotr Wajrak znakomicie zmobilizował młodzież do pracy. A sam zespól? Jest to orkiestra szkolna PSM II stopnia im. Józefa Elsnera, większość młodych ludzi właśnie tam zdobywa swoje pierwsze doświadczenia gry w dużym składzie symfonicznym. Wielu z nich na pewno po raz pierwszy zetknęło się z utworami Stojowskiego. Myślę, że nagranie było dla nich dużym wyzwaniem! Młodzi ludzie potraktowali nagranie poważnie, byli pełni zapału i niezwykle zaangażowani, świetnie się z nimi pracowało! Chciałabym gorąco podziękować wszystkim członkom orkiestry za to, poświęcili swój czas, by to nagranie mogło ujrzeć światło dzienne…

Co tkwi w muzyce Zygmunta Stojowskiego, co czyni go kompozytorem godnym odkrycia, nagrywania i promowania?
Przede wszystkim jest to kompozytor polski, urodzony pod Krakowem, wychowany w Polsce, więc chociażby z tego względu, jak i z szacunku do narodowej spuścizny powinno się bliżej poznać jego muzykę. Twórczość Stojowskiego ma swój klimat, swój styl i atmosferę, choć nie jest to może muzyka na miarę wielkich romantycznych symfoników. Utwory Stojowskiego są bardzo śpiewne, melodyjne, bardzo polskie, choć zawierają też w sobie wiele elementów muzyki francuskiej. Zawierają w sobie duży ładunek emocjonalny. Większość utworów jest bardzo dobrze napisana.

Spoczęło na pani trudne zadanie wypromowanie jego muzyki, bowiem premierowe nagranie może kompozytorowi pomóc w wejściu do sal koncertowych lub je zamknąć. Jak pani poradziła sobie z tym problemem?
Nigdy nie patrzyłam na moją płytę pod tym kątem. Nie zastanawiałam się, czy nagraniem zjednam czy zniechęcę publiczność. Starałam się po prostu profesjonalnie podejść do samego nagrania, jak najlepiej wykonać wszystkie utwory. Dać z siebie najwięcej, jak to tylko możliwe! Wiadomo, jednym płyta się spodoba, innym nie. Każdy ma przecież inny gust. Mam jednak nadzieje, że moje nagranie zainteresuje instytucje kulturalne i będzie inspiracją, by umieścić utwory Stojowskiego w repertuarze koncertowym, gdyż są tego warte!

Nagranie muzyki Stojowskiego to kolejny etap w jego promocji. Czy wcześniej włączała pani jego utwory do swoich wielu koncertów? Jak publiczność odbiera tę muzykę?
Kompozycje Stojowskiego, podobnie jak utwory Żeleńskiego, Noskowskiego i Kochańskiego starałam się, jak najczęściej prezentować publiczności i włączałam do repertuaru koncertowego. Publiczność zawsze jest zainteresowana nowymi, nie znanymi utworami. Również zagranicą muzyka Stojowskiego była i jest dobrze odbierana przez słuchaczy.

Jakie wyzwania stawia przed skrzypaczką muzyka Zygmunta Stojowskiego i, co równie ważne, co daje jej wykonywanie i nagrywanie?
Utwory Stojowskiego, podobnie jak większość późno romantycznej muzyki skrzypcowej są rozbudowane i wielowarstwowe. Dobra relacja temp, które zmieniają się tu bardzo często, właściwe frazowanie, odpowiednie proporcje pomiędzy skrzypcami a fortepianem to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoi artysta sięgając po kompozycje. A ponieważ utwory te zawierają wiele elementów wirtuozowskich, jest tu też nad czym pracować również od strony czysto technicznej. Niestety istnieje bardzo niewiele nagrań utworów skrzypcowych Stojowskiego, więc nie ma do czego się odwoływać. Pracując nad utworem trzeba uruchomić wyobraźnię, bazować na własnych doświadczeniach, muzycznej intuicji i wrażliwości. Z drugiej strony, ponieważ trafia się na tzw. "dziewiczy teren" - można do woli eksperymentować i poszukiwać. Wykonywanie utworów Stojowskiego daje mi dużo satysfakcji, oraz przyjemności, gdyż jest to piękna, ciekawa muzyka. A nagranie? Dało mi poczucie, ze historię wprowadziłam w życie i że każdy, kto będzie chciał posłuchać muzyki skrzypcowej Stojowskiego, będzie mógł po prostu sięgnąć po płytę i zapoznać się z jego twórczością. Wcześniej byłoby to nie możliwe.

Woli pani zatem pracę w studio nagraniowym, czy bezpośredni kontakt z publicznością na koncertach?
Nagranie i koncert to sytuacje tak odmienne, że nie da się ich porównać. Bardzo lubię występować, dzięki temu mam poczucie, że kreuję coś niepowtarzalnego, co dzieje się "tu i teraz". Ma to wiele wspólnego z występem teatralnym. Kontakt z publicznością, świadomość, że słuchacze przyszli na koncert specjalnie dla mnie, że moją muzyką mogę wywołać w nich emocje - to sytuacja wspaniała i niepowtarzalna. Natomiast w studio mogę skupić się na pracy, sama dyktować jej rytm. Mogę wybierać wersje nagrań, skupić się na szczegółach. Trzeba jednak uważać, żeby nie popaść w trakcie nagrań w obsesje i przesadny perfekcjonizm. To zdarza się niestety dość często!

Jak pani zamierza promować swoją płytę z muzyką Stojowskiego?
Zaplanowałam koncerty w Szwajcarii, Danii, mam też nadzieję, że uda mi się wystąpić w USA - w końcu Zygmunt Stojowski spędził w Ameryce większą część swojego życia. Koncerty pragnę połączyć z krótkim wykładem o kompozytorze, gdyż dla większości słuchaczy Stojowski jest postacią zupełnie nieznaną.

A jakiej muzyki słucha pani dla przyjemności?
Każdej, w zależności od nastroju. Oprócz muzyki klasycznej słucham jazzu, ambient, chillout. Kocham też stare polskie przeboje i piosenki z Kabaretu Starszych Panów.

Ma pani swoich ulubionych skrzypków, dyrygentów?
Jest tylu wspaniałych artystów, i każdy z nich jest tak odmienny, że trudno powiedzieć, kogo lubię najbardziej. Każdego cenię za inne cechy, każdy ma inne walory. W koncertach symfonicznych uwielbiam Anne-Sophie Mutter, bardzo lubię nagrania Jaszy Heifetza, Dawida Ojstracha, stare nagrania Konstantego Andrzeja Kulki, pierwsze nagrania Wandy Wiłkomirskiej. Dyrygenci - oczywiście Leonard Bernstein, a z dzisiejszej generacji - Ivan Fisher, Walerij Giergiew, Andrey Boreyko.

Ile czasu zabiera pani opanowanie dużych form - jak sonata, koncert - z repertuaru obiegowego?
To zależy od tego, czy podczas uczenia się utworu gram inne projekty, czy mam czas przeznaczony tylko i wyłącznie na ćwiczenie. Myślę, że aby na prawdę dobrze opanować utwór, potrzebny jest czas, utwór musi dojrzeć, ułożyć się. Myślę, że potrzebuję około miesiąca na dużą sonatę, na koncert pewnie 2 miesiące. Ale mówimy oczywiście o sytuacji, która w życiu zdarza się dość rzadko. Najczęściej muszę uczyć się repertuaru dużo szybciej.

Już na dobre w naszej świadomości jest umiejscowione stylowe wykonywanie muzyki dawnej. Ciekawi mnie Pani zdanie i stosunek do wykonań muzyki dawnej, do panującej mody na historyczne poinformowanie przy jej wykonywaniu, co narzuca muzykom - szczególnie z grupy smyczków - sporo ograniczenia, można rzecz: manieryczność...
Od dawna interesuje mnie muzyka barokowa. Pierwszy raz na dobre zetknęłam się z nią podczas moich studiów w Szwajcarii. To był dla mnie zupełnie nowy świat, zafascynowała mnie wiedza na temat wykonawstwa, rodzaju frazowania, historii powstania dawnych utworów. Wtedy zaczęłam muzykę dawną grać smyczkiem z epoki, a potem również nauczyłam się grać na skrzypcach barokowych. Z całą pewnością bardzo mnie to rozwinęło jako skrzypaczkę, gdyż nauczyłam się dużo o samej historii skrzypiec i dawnych technik gry. Myślę, że nie można do tego zagadnienia podchodzić w sposób ekstremalny. Lubię utwory skrzypcowe Bacha zarówno w wykonaniu Henryka Szerynga lub Artura Grumiaux, jak nowe nagrania Rachel Podger na barokowych skrzypcach. Nie uważam, żeby któreś z nich było lepsze, lub bardziej stylowe. Każde z nich zawiera w sobie inną jakość, i inne walory artystyczne. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dawne nagrania np. z lat 50., są przestarzałe. Być może jest tak w odniesieniu do nagrań orkiestrowych lub wokalnych, ale na pewno nie skrzypcowych! Myślę, że artysta powinien mieć prawo wyboru sposobu, w jaki chce wykonywać taką muzykę na dawnym instrumencie: przy zastosowaniu oryginalnego smyczkowania i notacji, czy na instrumencie nowoczesnym, w sposób bardziej dowolny. Na pewno dla publiczności interesujące jest zestawienie na jednym koncercie rożnych instrumentów, rożnych stylów, rożnego rodzaju dźwięku. Dużo też zależy od miejsca wykonania koncertu. Instrumenty z jelitowymi strunami dobrze brzmią w kościołach, ale już gorzej w salach koncertowych. Na pewno w dzisiejszych czasach podejście do muzyki dawnej jest w pewnym sensie kwestią mody, pewnych trendów. Uważam, że każdy musi znaleźć swoją drogę w odniesieniu do tej muzyki, być przede wszystkim wierny własnej intuicji i gustowi muzycznemu.

Jakie będą kolejne płyty?
Praca nad ostatnim nagraniem pochłonęła mnóstwo czasu i energii, więc przede wszystkim marzę o odpoczynku. Ale mam już kilka pomysłów - sonaty skrzypcowe mało znanego kompozytora szwajcarskiego. Prawdopodobnie będę również nagrywać utwory współczesnych kompozytorów duńskich z zespołem kameralistów Störströms Kammerensemble (www.chamberplayers.dk), którego jestem obecnie członkiem.

Dziękuję za ciekawą rozmowę.
[kwiecień 2009]

warto mieć
te płyty


 
   do góry