Od redakcji
   Życie
   Człowiek
   Dzieło
   Myśli
   Kolekcja melomana
   Konkursy
   Nuty / Scores
   Prenumerata
   Archiwum
   Redakcja
   English
   Reklama
   Partnerzy

Adres:
Wydawnictwo Muzyczne Acte Préalable Sp. z o.o.
dla: Muzyka21
skr. pocztowa 71
02-800 Warszawa 93
tel.: (22) 648 88 38
muzyka21@interia.eu

Konkurs
na Projekt Nagraniowy Zapomniana muzyka polska
Wydawnictwa Muzycznego
Acte Préalable
Archiwum

 




w następnym numerze

powiększ

 

katalog stron internetowych

• Muzyka polska jest w centrum naszego zainteresowania

 
ŻYCIE

Listy do Redakcji

Szanowna Redakcjo!

Znane powiedzonko o Polakach, co to swego nie znają i sami nie wiedzą, co posiadają, niestety, znowu znalazło swe potwierdzenie. Doprawdy w głowie się nie mieści, żeby p. Kamiński, Polak, w ten arogancki sposób obszedł się w swoim przewodniku 1001 Opera z dorobkiem swego kraju w dziedzinie, w której, zapewne, uważa się za wybitnego znawcę.
W kompendium jego autorstwa uderza brak wyraźnego kryterium wyboru dzieł. Jeżeli w XIX-wiecznej operze spotykamy u niego tytuły oper, które żadnej kariery nie zrobiły to dlaczego brak tu np. Fausta naszego ks. Radziwiłła? A gdzie podziały się grywane na największych scenach Europy opery ks. Józefa Poniatowskiego, dalekiego kuzyna naszego bohatera narodowego? A gdzie inni nasi, już XX-wieczni kompozytorzy, jak choćby Szeligowski z jego Buntem żaków, W. Rudziński z Odprawą posłów greckich, Aleksander Tansman czy Karol Rathaus i wreszcie gdzie Twardowski z jego pięcioma operami grywanymi z powodzeniem w naszych teatrach i prezentowanych wielokrotnie za granicą?
A co z krajami nadbałtyckimi, Ukrainą, Zakaukaziem? Absalom i Eteri Paliaszwilego to dzieło wybitne, nb. wydane przez Deutsche Grammophon. A gdzie kilkanaście oper Siegfrieda Wagnera? A co ze słynną Vanessą Samuela Barbera?
Takie pytania można by mnożyć w nieskończoność, dziwi wszakże najbardziej to, że PWM, będące przecież polskim wydawnictwem, tak bezkrytycznie odniosło się do zawartości książki p. Kamińskiego.
Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle…

dr Jerzy Hoffman, Łódź

Witam,

Dziękuję za wiadomości o Annie Netrebko.Tę nową płytę już słuchałam i widziałam. Szkoda, że na DVD nie ma duetu z Piotrem Beczałą.
Podzielam Wasze zdanie w sprawie obchodów rocznicy odzyskania niepodległości, impreza w teatrze była tragiczna.
Język opery, czy operetki jest językiem międzynarodowym, można było zrobić bardzo dobry koncert, ale organizatorzy zapomnieli o naszych artystach i muzykach, którzy w świecie odnoszą sukcesy.
Pozdrawiam
JG/Łódź

R
eflektorem po scenach


powiększ Tomasz Kamieniak • fot. Norbert Siwinski

Muzyka mową dźwięków, jak głosi tytuł książki Nikolausa Harnoncourta, a idąc tym tropem w kierunku humanizmu – muzyka mową ludzkiego odczucia.
Różne są gusta, a stąd różne oczekiwania. Czasem ogarnia nieodparta ochota, by zatonąć w muzyce wieków bardzo oddalonych od współczesnego świata, czasem chce się podziwiać solistę w ferworze artystycznej kreacji. Różne są gusta, różne potrzeby. Czasem tęskni się za głosem ludzkiego odczucia. Co więcej, wyrażonego językiem i ekspresją najbliższymi współczesnemu rozumieniu świata, wbrew obiegowym stwierdzeniom – czasem również zamyślonego.
Dowodem na to był koncert odbywający się w ramach VII Festiwalu Muzyki Nowej (www.fmn.art.pl) w dniu 27 listopada w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu. Recenzowanie tego wydarzenia jest dla mnie jednocześnie pretekstem do snucia refleksji nad znaczeniem muzyki naszych czasów dla nas – mieszkańców barwnego bazaru wymiany wszelakich kultur i doświadczeń. Refleksji wszakże krótkiej, gdyż samo pojęcie „muzyki współczesnej”, czyli dziejącej się tu i teraz wymagałoby wielostronicowego definiowania. Jako, że recenzja stanowi dość subiektywą formę wypowiedzi, oprę się o moje własne oczekiwania i potrzeby, którym recenzowany koncert bez wątpienia wyszedł naprzeciw.
Po pierwsze ze względów repertuarowych. Na program koncertu składały się następujące kompozycje:
- Tomasz Kamieniak Vier Ernste Werke (Cztery poważne utwory) op. 26
- Henryk Mikołaj Górecki Koncert na fortepian op. 40
- Arvo Pärt Fratres na skrzypce, orkiestrę smyczkową i perkusję
- Philip Glass Tirol Concerto.
Tomasz Kamieniak to pianista i kompozytor, którego utwory wypełnia symbolika znaczeń sięgających tego, co najbardziej osobiste – głębi i intensywności ludzkiego odczucia. Z tego też powodu, słuchając poszczególnych części cyklu napisanego na skrzypce, altówkę i fortepian w 2002 r., a poprawionego w 2004, otwierały się przed oczami mojej wyobraźni różne myśli i obrazy, czyli doświadczyć mogłam tego, co w sztuce chyba najcenniejsze – głębokiego
poruszenia.Cztery poważne utwory zostały wykonane po raz pierwszy w Weimarze w 2004 r., następnie w Katowicach i Rybnej, jednak bez udziału altówki, którą zastępowała wiolonczela. Altówka pojawiła się po raz pierwszy na omawianym koncercie – w Bytomiu, a grała Marta Tużnik. Na czteroczęściową kompozycję składają się utwory mówiące „o ludzkich emocjach, uczuciach jakie towarzyszą człowiekowi przez jego całe życie – nadzieja, rozpacz, smutek, trwoga, oczekiwanie...” (cyt. T. Kamieniak). I Prolog. II Elegia nadziei. III Elegia rozpaczy. IV Epilog (Sphinx BAGDAD). Zawieszone w przestrzeni krople światła i tajemnicy, melancholijnej nadziei na...
Partię skrzypiec realizowała Irena Kalinowska-Grohs, altówki – wspomniana wcześniej Marta Tużnik, a fortepianu – sam kompozytor.
Wykonanie pełne ekspresji instrumentów smyczkowych, wyrażających intensywność doświadczeń, nawet tych dziejących się pod pozornie spokojną powłoką partii fortepianu, finezyjnie brzmiącego pod palcami pianisty, pomimo niezbyt dobrej jakości instrumentu.
Pozostałe kompozycje wykonane na festiwalowym koncercie to utwory z towarzyszeniem orkiestry – Orkiestry Smyczkowej NOMOS pod dyrekcją Mieczysława Bartłomieja Ungera. Solistą dwóch koncertów fortepianowych: H. M. Góreckiego napisanego w 1980 r. i Philipa Glassa z 2000 r., trzyczęściowego, był Tomasz Kamieniak. Wykonanie Tirol Concerto to polska premiera tego utworu – fakt godny szczególnego podkreślenia! Szkoda tylko, że jakość instrumentu nie pozwoliła pianiście na pełny wyraz treści, jak sam przyznał po koncercie. Cóż, ciągle jeszcze polska rzeczywistość... Przydałoby się cały koncert powtórzyć w lepszych warunkach lokalowych...
Ale nastroju i emocji, nie tylko muzycznych, nie zabrakło. Również w trzecim z kolei punkcie koncertu – Fratres Arvo Pärta na skrzypce, orkietrę smyczkową i perkusję (1977/1992), gdzie partię solową pięknie wykonała Irena Kalinowska-Grohs. Finał stanowił wspomniany wyżej Tirol Concerto. I dobrze, że Philip Glass zakończył go częścią trzecią – znacznie bardziej optymistyczną niż część środkowa, przenosząca w rejony refleksji poruszających najbardziej czułe struny... Te najbliższe sprawiające, że muzyka staje się mową ludzkiego odczucia, staje się jego przedmiotem i treścią.
Dziękuję za ten koncert. Muzykom – solistom i orkiestrze na czele z dyrygentem i kompozytorom i organizatorom VII Festiwalu Muzyki Nowej. Dziękuję osobiście, jako że recenzja to forma subiektywnego przekazu, a w tym wypadku i pretekst, by powiedzieć, że takich koncertów potrzeba tym, którzy tęsknią za muzyką dotykającą najczulszych strun odczuwania życia w świecie barwnego bazaru wymiany wszelakich kultur i doświadczeń.
Irena Jakuboszczak


Z estrady Filharmonii Koszalińskiej.
Filharmoniczny wieczór 14 XI należał do najpiękniejszych, jakie ofiarowano koszalińskim bywalcom koncertów. Od strony muzycznej gwarantowały to nazwiska Brahmsa i Dworzaka, od strony wykonawczej zaś świetny dyrygent i dwaj wybitnie utalentowani młodzi soliści. I oczywiście orkiestra, która pod dobrym dyrygentem potrafi wspiąć się wysoko. A przy tym dyrygujący tego wieczora Piotr Sułkowski doskonale znał tajniki wykonywanych partytur i potrafił je wydobyć, zaś młodzi soliści, jeszcze studenci: skrzypek Maciej Strzelecki (wychowanek koszalińskiej Szkoły Muzycznej I st.) i wiolonczelista Adam Krzeszowiec grają już na poziomie dojrzałych mistrzów.(...).
Kazimierz Rozbicki



Superwidowisko La Traviata w Lublinie.
Wielu Czytelników może od razu z niedowierzaniem pokręcić głową i stwierdzić, że wystawienie opery w formie megawidowiska nie mogło się odbyć w mieście, gdzie nie ma nawet sceny operowej. W tytuł tej recenzji nie wkradł się jednak żaden chochlik dziennikarski. Otóż 29 i 30 listopada w Kozim Grodzie, jak nazywany jest Lublin, miała miejsce premiera dzieła Giuseppe Verdiego.
Zespół Teatru Muzycznego w Lublinie już wcześniej prezentował melomanom spektakle operowe – Carmen, Straszny dwór oraz Cyrulika sewilskiego. Dopiero przy realizacji Traviaty zdecydowano się jednak na megawidowisko, które w ciągu dwóch dni mogło obejrzeć (i obejrzało!) blisko 8000 osób. Zgromadzenie tak dużej liczby widzów nie było oczywiście możliwe w skromnej siedzibie Teatru, dlatego opera została wystawiona w hali sportowej „Globus”. Miejsce nie sprzyjało niestety budowaniu
artystycznej atmosfery, zdecydowanie bliżej mu przecież do stadionowego szaleństwa; w końcowym rozrachunku okazało się jednak dość przyjazne dla sztuki.(...)
Anna Munia


powiększ Samuel Ramey

Samuel Ramey po raz pierwszy w Polsce!
W Filharmonii Poznańskiej jednym z bardziej spektakularnych działań jest cykl Gwiazdy światowych scen operowych. Dzięki temu w stolicy Wielkopolski gościli już Aleksandra Kurzak i Piotr Beczała. Na wieczór 5 grudnia 2008 r. przyjął zaproszenie do złożenia pierwszej wizyty w Polsce bas-baryton Samuel Ramey. Przyleciał do nas z Wiednia, gdzie na 3 dni przed poznańskim koncertem z powodzeniem kreował partię Scarpia w operze Tosca. Krótko przedtem w San Francisco Opera przez 7 wieczorów tryumfował jako tytułowy bohater opery Boris Godunov. Bezpośrednio z Poznania leci do MET, aby jeszcze w grudniu przedstawić się nowojorskiej publiczności w roli Rambaldo z La Rondine Pucciniego.(...)
Wilffried Górny


Elektra Ryszarda Straussa.
To jednoaktowe, około 110-minutowe arcydzieło z 1908 r. z librettem Hugo von Hoffmannsthala jest jedną z najtrudniejszych do wykonania oper. I nie chodzi tu tylko o prawdziwie dobre wyważenie przez dyrygenta bogactwa elementów tej intensywnie „gęstej” partytury, ale również o dobór śpiewaków, a szczególnie o rolę tytułową – jedną z najtrudniejszych i wokalnie wymagających partii dla dramatycznego sopranu, z którą zmagały się tak wielkie głosy jak Birgitt Nilsson.
Po ekspresjonistycznych „eksperymentach” najpierw z Salome, a potem z Elektrą, Ryszard Strauss dokonał „zwrotu” w swych kompozycjach i następną operą był Der Rosenkavalier, który w języku muzycznym odszedł od wypełnionej
dysonansami i radykalnej harmonicznie partytury Elektry w stronę „łagodniejszej” tonalności.(...)
Basia Jakubowska

powiększ



Metropolitan Opera uchem i okiem Basi Jakubowskiej



powiększ J. Adams - Dr Atomic • fot. MET/Ken Howard

Dr Atomic Johna Adamsa.
Było lato roku 1945. Grupa naukowców pod kierunkiem J. Roberta Oppenheimera zebrała się w specjalnie wybudowanym na pustyni stanu Nowy Meksyk ośrodku Los Alamos. Test Trinity, jak nazwał Oppenheimer próbę bomby atomowej w nawiązaniu do wiersza Johna Donne’a, zmienił historię świata.
60 lat po owym wydarzeniu kompozytor John Adams zafascynowany osobowością Oppenheimera skomponował operę, w której poezja, moralna odpowiedzialność miesza się z naukami ścisłymi.(...)

La damnation de Faust Hectora Berlioza. Libretto do „dramatycznej legendy w czterech aktach”, jak nazwał Potępienie Fausta Berlioz, powstało w oparciu o tłumaczenie na francuski Fausta Goethego. Twórcami jego byli Berlioz i Almire Gandonniere. Strukturalnie nie jest to opera sensu stricte i bardziej formą kwalifikuje się jako oratorium. Po obejrzeniu prapremiery w paryskiej Opéra Comique w 1846 r., Berlioz przyznał, że technika, jaką dysponowały teatry operowe jego czasów nie mogła sprostać zadaniu prawdziwie efektywnego jej scenicznego wystawienia. Sławę swą więc Potępienie Fausta zawdzięcza głównie wykonaniom koncertowym, które od zawsze zachwycały wielbicieli Berlioza i prawdziwych „smakoszy” muzyki.(...)

Uwagi na marginesie. Widziane przeze mnie ostatnio w MET spektakle Dr Atomic i Potępienia Fausta wzbudziły we mnie mieszane reakcje i ogólnie zaniepokoiły. Były bowiem, nie pierwszym co prawda, sygnałem uniformizacji różnych działów, czy gatunków sztuki. Wszechobecna elektronika, rzutniki, projekcje video, specjalne efekty wizualno-dźwiękowe odbierają poszczególnym sztukom ich specyficzny charakter wyrazu i oddziaływania różnymi, niekiedy komplementarnymi, a niekiedy nie, środkami. Wspomagać nie znaczy zastąpić, czy „zagłuszyć”, a jesteśmy obecnie na dobrej drodze do stopienia w jedno owych indywidualnych form. Kreowanie wirtualnej iluzji multimedialnej nie zawsze bywa mile widziane. Nowa produkcja w MET Potępienia Fausta jest rokokowo przepełniona owymi specjalnymi efektami. Dwa pierwsze spektakle obejrzałam, ale trzeciego już tylko słuchałam siedząc z zamkniętymi oczami. (...)

 
 
 
warto mieć
te płyty


 
   do góry