Maestro Donizetti i jego opery (14, 15, 16)

Maria di Rohan, Gemma di Vergy, Jan i Rita

Adam Czopek

Lata czterdzieste dziewiętnastego wieku były w życiu Donizettiego okresem największej sławy i podziwu. Zamówienia na nowe opery nadchodzą z najbardziej prestiżowych wówczas europejskich teatrów operowych, ale kompozytor już nieco zmęczony tempem życia i pracy zaczyna powoli ograniczać ich przyjmowanie. Zaczynają się też pojawiać coraz wyraźniejsze objawy choroby, którą jest dotknięty. Zdarzają się jednak sytuacje kiedy propozycję trudno odrzucić, choćby z prestiżowych względów. Jedną z takich było zamówienie wiedeńskiego Kärntnertortheater, gdzie przed rokiem miała miejsce prapremiera Lindy di Chamounix, która przyniosła Donizettiemu nie tylko powszechne uznanie, ale też zaszczytne stanowiska, godność kapelmistrza i kompozytora cesarskiego dworu. Został też w tym czasie przyjęty na honorowego członka do Wiedeńskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzyki. Czy w takiej sytuacji można odmówić kolejnej prośbie o skomponowanie nowej opery. Tym bardziej, że prośbie, jak to w Wiedniu było w zwyczaju, nadano odpowiednio elegancki ton i charakter. Tak sformułowana prośba niemal zupełnie wykluczała odmowę. (...)

Poławiacze pereł, albo magiczna potęga śpiewu

Lasław Czapliński

Mogłoby się wydawać, że Georges Bizet (1838–1875) jest typowym autorem jednego dzieła, a właściwie operowego arcydzieła wszechczasów – Carmen – która stała się wręcz synonimem tego rodzaju artystycznego nawet dla osób niezbyt się nim interesujących. A Friedrich Nietzsche po zerwaniu z Wagnerem upatrywał w niej udanego urzeczywistnienia idei dramatu muzycznego w przeciwieństwie do przesadnej skali dzieł swego niedawnego mistrza. A zatem, jak na ironię, jej twórcę we własnym kraju pomawiano właśnie o uleganie wpływom wagnerowskim, co od czasu nieudanej paryskiej premiery Tannhäusera (1861) uznawano za ciężki zarzut. Rzadziej się pamięta i grywa Poławiaczy pereł, którzy z kolei uchodzić mogą za operę jednej arii, a mianowicie sławnego romansu Nadira Je crois entendre encore, chętnie śpiewanego przez tenorów w ramach ich recitali i stanowiącego nie lada wyzwanie, gdyż utrzymanego w wyjątkowo wysokiej tessyturze. Od czasu do czasu przemknie jeszcze przez sceny Piękne dziewczę z Perth. I to wszystko. A przecież, mimo niedługiego życia (37 lat), ma on na swym koncie znaczną ilość muzyki scenicznej. Wszelako zdaje się ona w niewielkim stopniu zapowiadać dzieło życia tego kompozytora. Wynika to może z tego, iż pozbawiona jest wyrazistszych rysów indywidualnego stylu, każdorazowo pozostając na usługach tematyki pisanego utworu, dostosowując się do wynikających z niej potrzeb, choć wprawne ucho rozpozna w partyturze Poławiaczy pereł zapowiedzi motywów znanych z Arlezjanki (dobiegający zza kulis chór z towarzyszeniem pikulin i tamburynów na wstępie drugiego aktu), czy Carmen (kawatyna Lejli z rogami, zawierająca zalążki przyszłej arii Micaëli, a także śpiewana zza sceny pieśń Nadira podobnie jak później przez Don Joségo pieśń dragonów). (...)