Raul Koczalski – wielkie odkrycie

ze skrzypczką Moniką Dondalską rozmawia Karol Rzepecki

Już wkrótce ukaże się pani pierwsza płyta z muzyką Raula Koczalskiego. Raul Koczalski, właściwie całkowicie zapomniany wybitny pianista, nikomu nie jest znany jako kompozytor. Skąd pomysł na nagranie jego muzyki?
Podczas jednej z rozmów z Panem Janem Jarnickim, zostałam zapytana czy znam może jakieś utwory Raula Koczalskiego. Musiałam przyznać, że niestety nie. Okazało się, że posiada On w swoich zbiorach rękopisy utworów skrzypcowych. Bardzo mnie to zaintrygowało. Zaczęłam pracę nad rozczytywaniem rękopisów, co z początku nie było łatwe. Muszę przyznać, że kiedy usłyszałam również partię fortepianu, byłam pod ogromnych wrażeniem tych kompozycji. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego taka muzyka nigdy nie ujrzała światła dziennego. Dzieła te okazały się świetnym materiałem na nagranie płyty.

Czym charakteryzuje się muzyka tego kompozytora? Proszę wyjaśnić naszym czytelnikom, dlaczego powinni sięgnąć po pani album.
Raul Koczalski żył w latach 1885–1948, był wspaniałym pianistą i kompozytorem. Za życia sławny, po śmierci zapomniany. Większość artystycznego życia spędził na obczyźnie, był tam wyżej ceniony niż w kraju. Całe swoje życie poświęcił interpretacjom muzyki Fryderyka Chopina, który wywarł ogromny wpływ na jego twórczość. Jego utwory przepełnione są głębokim uczuciem, emocjonalnością, a także poezją. Odzwierciedlają jego polską duszę. Myślę, że warto sięgnąć po tę płytę. Utwory na niej zawarte ukazują różnorodność stylu kompozytorskiego twórcy, jego poetyczną duszę, jak również klimat niespokojnych czasów, w jakich przyszło mu żyć. Nagranie to ma na celu wskrzeszenie i przybliżenie twórczości nieznanego współczesnym artysty.(...)

Legendy Polskiej Wokalistyki (65, 66, 67) – Stefania Toczyska, Piotr Kusiewicz, Zofia Rudnicka

Adam Czopek

Należę do klanu Verdiego – powiedziała w jednym z wywiadów ta znana i ceniona polska artystka. Dowiodła tego w całej bogatej karierze, partie Azuceny, Ulryki, Preziosilli, Eboli i Amneris śpiewała dosłownie na całym świecie, i to tak wiele razy, że trudno policzyć.
Obserwując karierę Stefanii Toczyskiej można spokojnie stwierdzić, że niewiele polskich śpiewaczek zrobiło ją w sposób równie efektowny. W artystycznej drodze tej śpiewaczki wszystko przebiegało spokojnie i konsekwentnie, bez jakichkolwiek przestojów. Jej pięknym mezzosopranem o rozległej skali, głębokim wolumenie, zmysłowym aksamitnym brzmieniu i wyjątkowej barwie, zachwycają się od lat bywalcy największych i najbardziej prestiżowych teatrów operowych, festiwali i sal koncertowych. (...)

Żałość – współczesne utwory maryjne

z Dorotą Całek o jej najnowszej płycie rozmawia Magdalena Wolińska

Rozmawiamy z okazji wydania pani najnowszej płyty Luctus. Skąd ten tytuł?
Tytuł płyty Luctus został zaczerpnięty z łacińskiego tekstu Jerzego Wojtczaka-Szyszkowskiego, współczesnej wersji Stabat Mater, do której muzykę napisał Paweł Łukaszewski. Słowo to oznacza smutek, żałobę, żal. Profesor Szyszkowski pięknie przetłumaczył je jako żałość i to słowo także zostało zamieszczone na okładce płyty. Jest na niej również wspaniały wizerunek Chrystusa Bolesnego na drzewie życia. To krucyfiks datowany na ok. 1360 r., pochodzący z Kościoła Bożego Ciała we Wrocławiu, który obecnie znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego. Powiązanie szalenie ekspresyjnej, gotyckiej rzeźby – figury Jezusa umieszczonej na widlastym, współczesnym krzyżu, szare tło i powściągliwa szata graficzna płyty to dla mnie odzwierciedlenie połączenia łacińskich, często tradycyjnych tekstów głębokiej modlitwy z muzyką XXI w. Oprócz współczesnego tekstu Jerzego Wojtczaka-Szyszkowskiego zostały bowiem wykorzystane na płycie XI-wieczne modlitwy Gertrudy Mieszkówny i św. Bernarda z Clairveau, tekst Psalmu 130 i fragment mszy żałobnej.

A skąd wziął się pomysł na repertuar?
Na początku miałam pomysł nagrania polskich współczesnych utworów maryjnych na sopran i organy, tych powstałych w XX, a nawet XXI w. To było po tym jak w 2013 r.
wiele znanych, ale także zapomnianych, a znalezionych przeze mnie w bibliotekach polskich utworów maryjnych z przeszłości zamieściłam na płycie O, Mario, bądź pozdrowiona nagranej w wraz z Mariettą Kruzel-Sosnowską w Jeruzalu Mińskim. Zgłosiłam się wówczas z pytaniem o nowe utwory do wielu twórców i organistów. Pozytywnie na moją prośbę odpowiedział obecnie chyba najbardziej znany i utytułowany polski kompozytor muzyki sakralnej, Paweł Łukaszewski, który opracował na sopran i organy swoje Luctus Mariae (Żałość Maryi), pierwotnie napisane na sopran i mezzosopran z zespołem instrumentalnym. W ten sposób powstała piękna, 12-częściowa solowa kantata z wirtuozowską partią organów, stanowiąca drugą część płyty. Prawykonanie tej wersji utworu odbyło się w Soborze św. Zofii w Połocku na Białorusi w ramach XVII Międzynarodowego Festiwalu Dawnej i Współczesnej Muzyki Kameralnej w 2014 r.
Wcześniejsza możliwość prawykonania wraz z Mariettą Kruzel-Sosnowską utworu De profundis Mariana Sawy, na koncercie w 75. rocznicę urodzin kompozytora na Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina, zmieniła moje pierwotne zamierzenia nagrania płyty maryjnej. Postanowiłam zamieścić na niej także ten utwór z rozbudowaną i ciekawą partią organów oraz tekstem Psalmu 130, prośbą grzesznika wołającego „z głębokości” swych win do miłosiernego Boga. Dalsze poszukiwania skierowałam więc w stronę utworów utrzymanych w podobnym charakterze: błagalnej, żałosnej modlitwy. Odkryłam wówczas modlitewnik księżnej Gertrudy Mieszkówny – XI-wieczny zabytek, pierwszy tekst pisany, choć jeszcze po łacinie, polską ręką. Dwie jej modlitwy stały mi się szczególnie bliskie. Poprosiłam Marcina T. Łukaszewskiego, którego utwory miałam okazję śpiewać wcześniej, o napisanie pieśni do fragmentu jednej z modlitw Converte me, Domine ad Te (Nawróć mnie Panie do Ciebie). Zabrzmiała ona pierwszy raz w wersji z fortepianem, na którym grał Robert Adamczak na Konferencji poświęconej muzyce sakralnej na Wydziale Pedagogiczno- Artystycznym UAM w Kaliszu, w 2014 r.
Wraz z wcześniej powstałą Memorare, O piissima Virgo Maria stworzyła cykl Due preghiere, który pierwszy raz, już z organami, został wykonany na koncercie z okazji 50-lecia pracy artystycznej i pedagogicznej Marietty Kruzel-Sosnowskiej w 2015 r. Do tekstu innej modlitwy Gertrudy Mieszkówny Pro vivis ac defunctis (Za żywych i umarłych) napisał na moją prośbę swój utwór Romuald Twardowski, kompozytor, z którym współpracuję od blisko 15 lat. Tę ostatnią pieśń wraz z piękną dedykacją otrzymałam w 2015 r., po koncercie zorganizowanym z okazji jubileuszu 85. urodzin twórcy. Zaledwie kilka tygodni przed nagraniem Marietta Kruzel-Sosnowska przyniosła na próbę Lux aeterna Piotra Tabakiernika, utwór z okresu studiów kompozytora u Mariana Sawy – w ten sposób dopełniła ona różnorodny zestaw utworów żałosnych na sopran i organy kompozytorów polskich XXI w. zawarty na płycie.(...)

O polskiej muzyce organowej

Marietta Kruzel-Sosnowska rozmawia z Magdaleną Wolińską

Czym charakteryzują się utwory nagrane przez panie na płycie Luctus?
Trudno na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Pani Dorota Całek, z którą współpracuję od kilku lat towarzysząc jej w wykonywaniu ambitnego repertuaru wokalnego z organami wybrała do swojej płyty utwory współczesnych kompozytorów polskich różnych pokoleń. W większości to twórcy żyjący. Niektóre z tych utworów powstały na jej zamówienie. Każdy z utworów prezentowanych na płycie przekazuje słuchaczowi określone emocje, które może on odczuwać kiedy przeżywa trudne chwile beznadziejnej rozpaczy, nieutulonego żalu, który jest nie do ogarnięcia. To jest właśnie ta żałość (luctus). Znakomitą warstwą słowną tychże utworów zajęła się w swoim wywiadzie Dorota Całek, ja zatem skoncentruje się na muzyce.
Każdy z prezentowanych przez nas utworów jest inny pod względem środków wyrazu. Najbardziej zróżnicowany jest pod tym względem utwór Pawła Łukaszewskiego – Luctus Marie, będący rodzajem wieloczęściowej kantaty. Doskonale uchwycony charakter każdej z części został tu zilustrowany niekonwencjonalnymi środkami muzycznymi. Bardzo trudna partia wokalna, która jest kompilacją dwóch partii napisanej uprzednio przez Pawła Łukaszewskiego na dwa głosy wokalne – sopran i kontratenor z towarzyszeniem smyczków i klawesynu – kompozycji obfituje w duże skoki i jest skomplikowana rytmicznie. Doskonale koresponduje z tekstem literackim. Strona wyrazowa jest też podkreślona dynamiką. Partia akompaniamentu jest przeniesieniem partii brzmieniowej całego zespołu na organy z dostosowaniem jej do możliwości wykonawczych tego instrumentu. Faktura nie jest więc czasem typowo organowa. W zależności od charakteru części bazuje albo na gęstej akordyce, albo jest linearna, przejrzysta, wręcz koronkowa.
Utwór Mariana Sawy De profundis, także wieloczęściowy, choć bez podziału na części i znacznie skromniejszych rozmiarów przekazuje emocje w inny sposób. Dużą rolę w dramaturgii utworu odgrywa wirtuozowska partia organów, która miejscami jest partią solową. Przygotowuje ona niejako wejścia sopranu poprzez odpowiedni klimat brzmieniowy, osiągnięty odpowiednim doborem głosów organowych. Partia wokalna jest tu bardziej płynna niż w utworze Pawła Łukaszewskiego. Daje możliwość pokazania śpiewności frazy i przekazu tekstu. Stopniowanie napięcia i punkt kulminacyjny utworu osiągnięty jest w sposób naturalny poprzez narastanie dynamiki, tempa i charakterystyczną rytmikę. Zakończenie jest uspokojeniem i odejściem w „inny wymiar”.
Niewielka, lecz pełna wyrazu kompozycja Piotra Tabakiernika Lux eternam jest muzycznym hołdem dla zmarłego profesora Mariana Sawy, z którym Piotr Tabakiernik miał zajęcia improwizacji i kompozycji. Napisana prostymi środkami jeszcze w czasach „szkolnych” przemawia do słuchacza autentycznym głębokim żalem przemieszanym z nadzieją… (...)

Georges Prêtre – wielki francuski mistrz

Łukasz Kaczmarek

Z początkiem roku, 4 stycznia zmarł wielki Georges Prêtre. Wprawdzie miał ukończone 92 lata, ale był wciąż aktywny, na marzec br. planowane były jeszcze trzy jego koncerty symfoniczne w mediolańskiej La Scali...
Urodził się 24 sierpnia 1924 r. w Waziers na północy Francji. Początkowo kształcił się w Konserwatorium w Douai, zdobywając nawet laury jako trębacz. Dalsze studia odbywał w paryskim Konserwatorium, gdzie jego profesorami byli m.in. André Cluytens (dyrygentura) oraz Maurice Duruflé (harmonia). Zetknął się tam również z Olivierem Messiaenem. Profesorem Prêtre’a był również Pierre Dervaux, znakomity francuski mistrz dyrygentury. Wszyscy oni przeszli do historii muzyki francuskiej. Dla Prêtre’a, skoncentrowanego głównie na operze, szczególnie cenne musiało okazać się olbrzymie doświadczenie artystyczne, jakie przekazał mu Cluytens – także wielka ikona dyrygentury.
Prêtre zasłynął bowiem przede wszystkim nieśmiertelnymi kreacjami operowymi, współpracował z najznakomitszymi śpiewakami swoich czasów: Marią Callas, Montserrat Caballé, Mirellą Freni, Plácido Domingo... Swój debiut przeżył zresztą właśnie w Operze – w Marsylii, w 1946 r. Wkrótce stanął na innych wielkich scenach: paryskiej Opéra-Comique, której dyrektorował w latach 1955–1959, Lyric Opera of Chicago (jej dyrektorem był od 1959 do 1971 r.), Opery Paryskiej (dyrektorował jej w latach 1970–1971, choć po raz pierwszy wystąpił już w 1959 r.). W 1961 r. debiutował w Londyńskiej Covent Garden, w 1964 r. Nowojorskiej Metropolitan Opera, a w 1965 r. w Mediolańskiej La Scali.(...)

Nowa Carmen na polskiej scenie

Gosha Kowalinska rozmawia z Katarzyną Kubińską

Gosha Kowalinska – urodzona w Poznaniu, absolwentka studiów wokalnych w École Normale de Musique de Paris i Szkoły Sztuk Teatralnych École Claude Mathieu (dyplom aktorski). Doskonaląca swoje umiejętności wokalne we Włoszech u profesor Gabrielli Ravazzi. Laureatka wielu konkursów, w tym głównej nagrody Międzynarodowego Konkursu Wokalnego Spazio Musica (2010), czy specjalnej nagrody w Konkursie Armell Opera. Obecnie współpracuje z wieloma teatrami we Francji i we Włoszech, a od 2015 r. związała się z Operą na Zamku w Szczecinie, w której nie tak dawno, wykonywała tytułową partię Carmen. (...)

Maureen Forrester – złoty głos spod czerwonego listka

Łukasz Kaczmarek

Była jedną z najwybitniejszych śpiewaczek XX w., uważana za następczynię genialnej Kathleen Ferrier. Występowała w najbardziej prestiżowych salach koncertowych i teatrach operowych świata, z największymi dyrygentami swoich czasów. Dysponowała głosem kontraltowym o charakterystycznej ciepłej, ciemnej, brązowej barwie, głębi, niezwykłym pięknie i sporym wolumenie. Dużą wagę przywiązywała do strony technicznej wykonania, ważne były dla niej detale, perfekcyjne odczytanie partytury, nienaganna dykcja. Pod względem intonacyjnym była niemal bezbłędna, vibrato stosowała z umiarem, nigdy nie traciła nad nim kontroli. Z łatwością poruszała się w rejestrze mezzosopranowym i po partie z tego zakresu również chętnie sięgała, w każdym obrębie skali jej głos był jednorodny. Posiadała olbrzymią łatwość śpiewania techniką messa di voce. Znakomicie panowała nad oddechem. Preferowała sale koncertowe, swoje miejsce widziała przede wszystkim w repertuarze pieśniarskim i oratoryjno-kantatowym, sięgała jednak również po partie operowe. Jej interpretacje muzyki Mahlera, czy wykonania pieśni z pianistą Johnem Newmarkiem są nieśmiertelne. Charakterystyczna była również jej postura – dość potężna, budząca respekt, lecz przy tym atrakcyjna. Chociaż od kilku lat nie żyje, jako artystka pozostanie nieśmiertelna.(...)

Od Bacha do Gubaiduliny

Jolanta Łada-Zielke rozmawia z dyrygentem Hansjörgiem Albrechtem

Po raz pierwszy zetknął się pan z muzyką Bacha już w wieku czterech lat?
Tak, rodzice zabrali mnie na koncert z Oratorium Bożonarodzeniowym, w którym moja mama śpiewała solo. To było w wielkim, gotyckim kościele Hallen, gdzie ogromny chór z orkiestrą wykonywał to dzieło Bacha. Wtedy tak bardzo zachwyciłem się brzmieniem kotłów na początku pierwszej części „Jauchzet, frohlocket”, że zapragnąłem zostać perkusistą. Potem w domu próbowałem odtworzyć to „grając” na garnkach. Niestety, mój nadgarstek nie był dostatecznie luźny, żeby spełnić to marzenie. Za to do dziś pozostał mi zachwyt dla instrumentów perkusyjnych, zwłaszcza kotłów i wszystkiego, co wiąże się z rytmem. Tak też zaczęła się moja przygoda z Bachem.

Kolejne doświadczenia muzyczne zbierał pan w słynnym Chórze Chłopięcym Kreuzchor w Dreźnie?
Tak, zostałem przyjęty do Kreuzchor w wieku dziewięciu lat, jako uczeń czwartej klasy. Zaczynałem jako drugi sopran, bo umiałem czytać a vista. Pierwszy sopran jest łatwy, bo zawiera główną melodię. Każdego, kto dobrze czytał nuty, przydzielano do drugich sopranów. Potem przeszedłem do pierwszych altów, a po mutacji do tenorów, choć właściwie mój głos nie miał tenorowej barwy. Ale dzięki temu miałem większe szansę załapania się na wyjazdy z koncertami. Dlatego sprężyłem się, opanowałem odpowiednią technikę i zacząłem śpiewać jako pierwszy tenor. Potem nawet zostałem „przodownikiem” wśród tenorów (śmiech).

Czy chór dziecięcy wolny jest od konkurencji i zazdrości, obecnych w świecie dorosłych artystów?
Nie, nie był wolny od tego w latach osiemdziesiątych i myślę, że teraz też nie jest, choć bardzo zasadniczo zmieniły się warunki pracy w chórach chłopięcych, nie tylko finansowe. Nieustanna konkurencja panuje w całym muzycznym świecie i trzeba cały czas walczyć o korzystne kontrakty. Cała rzecz w tym, żeby w miarę możliwości uwolnić się od tego obciążenia i poświęcić całkowicie swoje talenty i umiejętności wyższej sprawie. Móc dawać z siebie jak najwięcej, z całą pasją poświęcić się muzyce, to naprawdę wielki dar!(...)

Kierownik muzyczny Association Symphonique de Paris

dyrygent Franck Chastrusse Colombier rozmawia z Katarzyną Kubińską

Franck Chastrusse Colombier, francuski dyrygent, laureat Pierwszej Nagrody Luigi Mancinelli Opera Conductors’ Competition (2014), dyrektor muzyczny Association Symphonique de Paris (najmłodszy dyrygent w historii stowarzyszenia).(...)

Zubin Mehta

Łukasz Kaczmarek

Rzadko zdajemy sobie sprawę z faktu, że kolebką cywilizacji nie była wcale Europa, ale kraje azjatyckie. To właśnie z tamtych terenów wzięły swój początek pierwsze instrumenty muzyczne. W obecnych czasach warto sobie postawić pytanie, co zrobiliśmy z tamtymi osiągnięciami?
Jednym z najwybitniejszych dzisiaj przedstawicieli, wywodzących się z tamtego regionu jest indyjski dyrygent, pochodzenia perskiego, Zubin Mehta. Okazją do bliższego przyjrzenia się temu artyście jest okrągła, osiemdziesiąta rocznica urodzin, którą świętował 29 kwietnia. Jak sam przyznaje, jego „kontakt z muzyką rozpoczął się dość wcześnie”, a wszystko za sprawą ojca Mehli Mehty, koncertmistrza, a zarazem jednego z założycieli Bombay Symphony Orchestra. Przełomowy okazał się rok 1958, kiedy 22-letni artysta zwyciężył w Liverpool International Conducting Competition, co otworzyło mu drzwi wielu sal koncertowych. W roku 1961 miał już za sobą występy z orkiestrami w Wiedniu, Berlinie, czy Izraelu. Rok później objął stanowisko dyrektora artystycznego Los Angeles Philharmonic Orchestra. Funkcję tę pełnił do roku 1978. Nie przeszkodziło mu to jednak, aby podobne stanowisko objąć w 1977 r. w Izraelu. Warto ponadto wspomnieć rok 1963. Przyniósł on cykl wydarzeń w życiu dyrygenta, które zaowocowały współpracą z takimi orkiestrami, jak Metropolitan Opera New York, Wiener Staatsoper, czy Covent Garden. W latach 1998–2006 Maestro Zubin Metha był dyrektorem muzycznym Bayerische Staatsoper w Monachium. (...)

Pierre Hantaï – klawesynista o duszy iście barokowej

Karol Furtak

Na arenie pojawił się w latach osiemdziesiątych i szybko zdobył światową karierę. Znany przede wszystkim ze swoich interpretacji Bacha, który jest niemal katalizatorem jego drogi twórczej. Francuz sukcesywnie zdobywał coraz silniejszą pozycję na scenie muzycznej. Nazywany czasem najlepszym uczniem Leonhardta, ceniony za intensywne wrażenia, których dostarczają jego interpretacje – oto krótka sylwetka Pierre’a Hantaï’a i jego osobliwego związku z muzyką Jana Sebastiana Bacha.(...)