www.leylagencer.org

Muzyka21 nr 5/178 - maj 2015 r. - rok XVI

Przez kilka dni drugiej połowy kwietnia cała Polska się zjednoczyła. Przyczyną była niefortunna, po prostu głupia, wypowiedź szefa FBI, Jamesa B. Comeya, na zamkniętym spotkaniu, która została upubliczniona przez Washington Post. Wszyscy jak jeden mąż, koalicja rządowa i opozycja, prześcigali się w krytyce amerykańskiego nieuka. Ambasador USA został wezwany do MSZ, ambasador polski w Waszyngtonie wystosował list protestacyjny. I dobrze, bo osoby publiczne, na dodatek u naszych sojuszników, powinny się wykazać minimum wiedzy historycznej i nie przypisywać nam win, których nie popełniliśmy. Szkoda tylko, że ci sami politycy, tak zgodni w swoim proteście, nie czynią nic, by walczyć z ignorancją tak rozpowszechnioną na całym świecie. Przypisywanie nam odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie jest czymś obrzydliwym i trzeba się temu zawsze i wszędzie przeciwstawiać. Ale co zrobiliśmy, by świat dowiedział się, jak naprawdę było, jak wielką ofiarę poniosła Polska? Nikt przy zdrowych zmysłach nie ośmieli się skrytykować Żydów, gdyż natychmiast spotka się z ostrą krytyką środowisk żydowskich i zostanie wykluczony ze społeczeństwa. Polaków można pomawiać – ewentualnymi konsekwencjami są noty dyplomatyczne i anemiczne przeprosiny. Czy musimy się z tym godzić? Oczywiście nie. Ale nie notami dyplomatycznymi osiągniemy zamierzony cel czyli właściwą ocenę przez obcokrajowców roli Polski w II wojnie światowej. Musimy sobie wreszcie zdać sprawę z tego, że wiedza nawet wykształconego Amerykanina na nasz temat jest na poziomie naszej wiedzy na temat Albanii, która jest bliżej nas, niż Ameryka. Pamiętajmy, że jesteśmy tak samo ważni dla Amerykanów, jak Albania dla nas. Jak nie zadbamy o naszą promocję, nikt za nas tego nie zrobi!
Wiedza przeciętnego mieszkańca Ziemi o II wojnie światowej opiera się na filmach takich, jak Działa Nawarony, Tylko dla orłów, Szeregowiec Ryan, Bękarty wojny lub serial Allo Allo! Lista jest bardzo długa, są na niej filmy amerykańskie, brytyjskie, francuskie, rosyjskie, a nawet niemieckie. Nie ma wśród nich polskich! Oczywiście oponenci zaraz zakrzykną, że jak to, przecież tyle świetnych filmów nakręciliśmy, od Kanału po Katyń. To prawda, ale wszystkie te polskie filmy są hermetyczne dla cudzoziemca, znakomita polska szkoła filmowa trafia do wybrańców, bywalców kin studyjnych. Aby kształtować opinię publiczną potrzeba filmów na miarę wspomnianych hitów, w których wojna jest tłem, a najważniejsza jest akcja, a nie historia (w miarę prawdziwa, przynajmniej z naszego punktu widzenia). Ministerstwo Kultury
i Dziedzictwa Narodowego wydaje miliony na kulturę, w tym na dofinansowywanie filmów. Polscy artyści filmowi coraz częściej pracują w Ameryce, nieobcy im jest Hollywood, więc powinni znać tamte realia, jednakże ich produkcje wyglądają tak, jakby nie tylko nie bywali tam, ale nawet nie wiedzieli o jego istnieniu. Ileż to knotów już wyprodukowaliśmy, które co najwyżej pokrzepiły nasze serca, ale żadnego cudzoziemca nie skłoniły do zmiany poglądów nad naszą historią. Gwiezdne Wojny, 6-częściowa saga na przestrzeni 40 lat kosztowała nie więcej niż 1 mld $, a przyniosła producentom 27 mld $! Czy mając tak zdolnych ludzi filmu nie można zainwestować poważnych pieniędzy w produkcję iście hollywoodzką, która będzie hitem, sukcesem finansowym i wizerunkowym, która dotrze do wszystkich ludzi na świecie…
Tyle pieniędzy wydaje MKiDN, by po raz kolejny grać i nagrywać Chopina, Szymanowskiego, Pendereckiego, Lutosławskiego, a i tak zagraniczni artyści sięgają po polski repertuar tylko wtedy, gdy im za to zapłacimy. Państwo polskie wspiera czy to Kurzak, której płyty wydaje Decca, czy to Beczałę, nagrywającego dla Deutsche Grammophon, a ostatnio nawet Austriaka Wundera dla tejże DG, a nie ma pieniędzy na poważne zajęcie się wizerunkiem Polski. Nie chodzi o rozpropagowanie kultury polskiej wśród kilkuset melomanów na całym świecie, ale naszej hist wśród miliardów mieszkańców naszego globu za pomocą sprawnie zrealizowanych filmów. Przecież posiłkując się naszą historią można stworzyć scenariusze zrozumiałe dla każdego, będące kanwą znakomitych filmów akcji dalekich od porażki w stylu Bitwy pod Wiedniem. Niestety, trzeba być niepoprawnym marzycielem, by w coś takiego uwierzyć. Trudno mieć pretensje do władz PRL-u o te zaniedbania. Ale władze demokratycznej Polski od 25 lat nie mają żadnej wizji, a cały wysiłek koncentrują na pisaniu not dyplomatycznych…

Od lat staramy się wymóc na władzach większe wsparcie dla muzyki polskiej. Niestety, na przychylność władzy mogą liczyć tylko nieliczne, wciąż te same od zawsze osoby. Trudno zrozumieć taki tok rozumowania urzędników. Dlatego też cieszy nas, że istnieją jeszcze ośrodki, w których decydenci nie wahają się przed odkrywaniem zapomnianych arcydzieł polskiej kultury muzycznej. I tak zupełnie niedawno w Filharmonii Lubelskiej dokonano premier nieznanych dzieł: Koncertu skrzypcowego Augusta Duranowskiego i Rêverie na orkiestrę Józefa Wieniawskiego. O Duranowskim i jego muzyce pojawiały się od czasu do czasu jakieś wzmianki w prasie, ale nikomu jakoś nie chciało się doprowadzić do jej wykonania, że o nagraniu nie wspomnimy. Trzeba pogratulować decyzji dyrektorom wspomnianej instytucji. Należy im pogratulować zaangażowania w przywracanie spuścizny po Józefie Wieniawskim. W przeciągu ostatnich dwóch lat wykonano w Lublinie prawie wszystkie utwory orkiestrowe tego kompozytora.
Także w Koszalinie odważono się zaprezentować publiczności właściwie nieznane, a znakomite, dzieło Emila Młynarskiego – Symfonię „Polonia”. Co ciekawe, orkiestrę poprowadził Niemiec. Trochę wcześniej, w Filharmonii Szczecińskiej zabrzmiały dwa utwory na skrzypce i orkiestrę Zygmunta Stojowskiego znane ze znakomitej płyty Agnieszki Maruchy i Piotra Wajraka – Koncert skrzypcowy i Romans – tym razem w wykonaniu Bartłomieja Nizioła. Koncert i Romans nagrany na płytę przez wspomnianą artystkę dziesięć lat temu, doczekał się już kilku wykonań. Okazuje się więc, że jeśli tylko dyrekcja chce zaprogramować dzieła nieznane, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to zrobić.

Jak co miesiąc staramy się zaprezentować naszym czytelników wiele ciekawych, a nieraz i smutnych tematów. Niestety, musimy zacząć od przykrej wiadomości – z wielkim żalem odnotowujemy na naszych łamach odejście wielkiego śpiewaka, Jana Kusiewicza. Naszemu przyjacielowi, Piotrowi Kusiewiczowi, składamy kondolencje z powodu straty Ojca.

Rubryka koncertowa w tym miesiącu jest niezwykle bogata i obejmuje wydarzenia z Krakowa, Lublina, Koszalina, Wiednia, Londynu, Kopenhagi i Toronto.
Prezentujemy znakomitych artystów, takich jak patrzący z okładki Kristian Bezuidenhout: pianista, pedagog, występujący jako solista grając na fortepianie, klawesynie i historycznym fortepiano; wybitna kanadyjska śpiewaczka Marie-Nicole Lemieux, czy nasz Rafał Blechacz.
Kontynuujemy cykl o operach Belliniego i o Witoldzie Friemannie. Dla miłośników nagrań kolejna duża porcja recenzji płytowych i jak co miesiąc dwie możliwości wygrania ciekawych płyt, w tym najnowszego albumu Sławomira Stanisława Czarneckiego z muzyką do słów św. Jana Pawła II w pierwszą rocznicę jego kanonizacji.