Muzyka21 nr 2/187 - luty 2016 r. - rok XVII

23 grudnia 2015 r. na stronie Istytutu Muzyki i Tańca znaleźliśmy następującą informację: „Drugie wydanie płyty z Kają Danczowską – w związku z dużym zainteresowaniem płytą z nagraniami Kai Danczowskiej, Polskie Radio oraz Instytut Muzyki i Tańca postanowiły przygotować drugie wydanie 7-płytowego albumu,  wydanego w 2014 r. z okazji  Jubileuszu znakomitej polskiej skrzypaczki i nagrodzonego Fryderykiem 2015 (…) Płyta wyprodukowana przy współpracy Polskiego Radia i Instytutu Muzyki i Tańca, a jej reedycja została wykonana dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego”. Już od wielu lat pisaliśmy, że dotacje na kulturę mają na celu wspieranie „znajomych królika”, którzy z tego procederu uczynili sobie znakomity sposób na życie, a nie samej kultury. Nie trzeba skończyć podstawówki, by wiedzieć, że jak coś cieszy się dużym zainteresowaniem, to powinno przynosić zyski. Wypada więc zapytać, gdzie podziały się zyski ze sprzedaży tego znakomitego albumu – Muzyka21 tak go właśnie oceniła – skoro do reedycji potrzebna jest znów pomoc Państwa czyli wszystkich nas, podatników? Znany poplecznik obecnej władzy, od 24 września 2015 r. doradca społeczny prezydenta RP Andrzeja Dudy, pan profesor Andrzej Zybertowicz, krytykując uczestników manifestacji zorganizowanych przez KOD, określił ich jako „cwaniaków, którzy byli przy kurku strumieni finansowych, grantów, dotacji, projektów, oraz ludzi, którzy dali się im zwieść”. Sądząc po dotacji przyznanej na reedycję odnoszącego ogromny sukces albumu, władza jest nowa, a cwaniacy przy kurku strumieni finansowych wciąż ci sami.

Jak już wcześniej pisaliśmy obecna władza musiała uważnie czytać nasz miesięcznik skoro nawołuje do tego, by tworzyć wielkie, epickie produkcje filmowe gloryfikujące naszą historię w stylu hollywoodzkim. Można się jednak obawiać, że nie do końca zrozumiała, co mieliśmy na myśli. Proponowaliśmy stworzenie kasowych filmów, które w sposób raczej swobodny opierałyby się na historii Polski. Z tego, co donoszą media wynika, że będą to raczej produkcje niekoniecznie robione dobrze, za to na kolanach. Czy powstaną raczej nikomu niepotrzebne, niezrozumiałe dla cudzoziemców, gnioty, czy kasowe, łatwe do zrozumienia dla ludzi z całego świata filmy rozrywkowe, które tylko niejako przy okazji będą opowiadały czym jest Polska i jej historia? Zupełnie niedawno nowa władza postanowiła zreformować Państwowy Instytut Sztuki Filmowej – szefem komisji oceniającej scenariusze ubiegające się o dotacje został Włoch, Alessandro Leone. Czy został mianowany na to zaszczytne, a zarazem odpowiedzialne, stanowisko ze względu na wątpliwy sukces (totalną porażkę) dawno nie widzianej takiej szmiry, jak jego film Bitwa pod Wiedniem? W sumie nie ma się co dziwić. Skoro dotacje na projekty muzyczne oceniane są przez komisję składającą się z ludzi nie znających się na muzyce, to dlaczego szefem komisji PPISF nie może zostać ktoś, kto zna się na robieniu filmów, tyle że nędznych?
Mamy nadzieję, że nasze narzekanie jest przedwczesne i obecnym władzom uda się w najbliższym czasie dokonać tego samego, co twórcom Idy i też zdobędą Oscara za jedną ze swoich patriotycznych produkcji, i co najważniejsze, filmy te trafią do ogólnoświatowej dystrybucji w sposób bardziej profesjonalny niż miało to miejsce choćby z Katyniem Andrzeja Wajdy.

Od 23 stycznia do 2 lutego Filharmonia Warszawska znakomicie promowała kulturę polską na dalekim Wschodzie – w Japonii i Korei. Zaprezentowała serię koncertów z muzyką Chopina, do udziału w których zaprosiła laureatów ostatniego Konkursu Chopinowskiego. Świetna to promocja Polski, Chopina a także Konkursu jego imienia.
W tym samym czasie w siedzibie Filharmonii w Warszawie odbył się koncert w wykonaniu Filharmonii Poznańskiej. Tym razem nie było już tak ambitnie. Z Poznaniem związanych było w przeszłości wielu wybitnych kompozytorów. Jednym z nich był Feliks Nowowiejski, którego rocznica śmierci przypada w tym roku. Na dodatek Sejm RP ustanowił rok 2016 Rokiem Feliksa Nowowiejskiego – uchwała głosi „Sejm ustanawia Feliksa Nowowiejskiego patronem 2016 r.
w przekonaniu o szczególnym znaczeniu dorobku tego wybitnego kompozytora, dyrygenta, pedagoga, organisty wirtuoza, organizatora życia muzycznego i szambelana papieskiego”. Niestety, jak to w Polsce w zwyczaju, w żaden sposób nie zainteresowało to decydentów Filharmonii Poznańskiej – pewnie uważają, że w tym dorobku nie ma nic szczególnego – i przywieźli do Warszawy Skriabina i Ravela. To rzeczywiście piękna muzyka, ale czy w twórczości Nowowiejskiego nie ma nic wartego zaprezentowania melomanom?
Przyglądając się od lat polskiemu życiu muzycznemu odnosimy wrażenie, że polscy decydenci, muzycy, muzykolodzy, teoretycy muzyki i menadżerowie kultury wszelkiej maści robią wszytko, co w ich mocy, by Polacy nie poznali twórczości własnych kompozytorów. A nowy Minister Kultury, choć o patriotyzmie wiele już mówił, w tej sprawie jak na razie postępuje dokładnie tak samo, jak jego poprzednicy.