Muzyka21 nr 6/191 - czerwiec 2016 r. - rok XVII

Nowy rząd, w ramach „dobrej zmiany”, chce stworzyć media narodowe w miejsce publicznych – gdy się chce coś zmienić nie mając na to pomysłu, to zmienia się nazwę. Od zawsze media państwowe, bez względu na ich nazwę, były zawłaszczone przez polityków sprawujących władzę. Zastanówmy się do czego służą media zarządzane przez władzę? Kiedyś było to oczywiste gdyż państwo mogło decydować o tym, do kogo należy infrastruktura niezbędna do przekazywania informacji drogą radiową, więc miało monopol na to, co tą drogą docierało do obywatela. W PRL-u było to zrozumiałe, bo i inne środki przekazu były pod kontrolą państwa, ale tak samo było i jest w krajach demokratycznych, cieszących się wolną prasą. Od tamtych czasów wiele się zmieniło, pojawiły się nowe środki transmisji danych, najpierw satelitarne, obecnie Internet. Teraz, nawet w krajach totalitarnych, dostęp do informacji niekontrolowanych przez władzę jest możliwy i coraz więcej osób z niego korzysta. Jaki więc jest sens zarządzania przez państwo mediami? Bez względu na to, jaką bzdurę przekażą nam, od razu mamy możliwość jej weryfikacji dzięki mediom prywatnym krajowym i zagranicznym. Można przypuszczać, że media publiczne potrzebne są tylko po to, by władza mogła swoimi totumfackimi je obsadzać. Ich rola propagandowa w dzisiejszym świecie jest przeceniana. Przekonała się o tym dzisiejsza władza – ledwo Jacek Kurski stał się szefem TVP, a już z pozycji lidera spadł ten nadawca na trzecie miejsce. Czy „dobra zmiana” ma polegać na tym, że ludzie przestaną oglądać media publiczne? Podobno TVP chce poprawić oglądalność, przesuwając najbardziej kasowe seriale – tureckie – na czas największej oglądalności. Tak to narodowe media chcą się ratować przy pomocy „muzułmańskich najemników”. Czy na tym ma polegać „narodowość” mediów? Należy jeszcze wspomnieć, że TVP nadaje wiele kanałów tematycznych, ale nie wszystkie są ogólnodostępne, choć wszyscy je finansujemy.

Obecna władza twierdzi, że za czasów poprzednich rządów nie było lepiej. Może i tak, choć oglądalność spadła teraz. Poza tym, „dobra zmiana” miała polepszyć sytuację, a na razie jest tylko gorzej. Przecież po to nowa władza zastąpiła starą, by nam było lepiej! Czy to TVP, czy stadniny koni, czy kopalnie, czy służba zdrowia, wciąż jakieś wpadki, o których coraz więcej mówi się także poza Polską. Czy naprawdę nie potrafimy inaczej przyciągnąć uwagi cudzoziemców?

Wracając do mediów narodowych trzeba zauważyć, że obecna władza chce zmienić dotychczasowy sposób ich finansowania. Dawniej opłata pobierana była za posiadanie odbiornika, teraz opłata ma być doliczana do rachunku za prąd, niezależnie od tego, czy się jakikolwiek odbiornik posiada. Od razu rodzi się pytanie: jaki jest układ obecnej władzy z prywatnymi dostawcami energii? Przecież te firmy, często zagraniczne, nie będą robiły tego za darmo. Dlaczego użytkownik mediów publicznych ma dać zarobić prywatnym firmom, w tym zagranicznym
(obecna władza obiecywała repolonizację biznesu!)? Dlaczego państwo faworyzuje jeden typ przedsiębiorstw w kraju, w którym istnieje wolność gospodarcza? Przecież firmy telekomunikacyjne, wodociągowe, gazowe też pewnie chciałyby mieć udział w tym „torcie”? Warto również zastanowić się, czy można ustawowo zmusić prywatne podmioty gospodarcze do zbierania podatków w imieniu państwa? I co się stanie, gdy taki podmiot zbierze opłatę, a nie przekaże jej państwu (bo np. zbankrutuje)? Czy wtedy użytkownik będzie musiał płacić jeszcze raz? A co z użytkownikami kilku przyłączy elektrycznych? Czy będą musieli płacić kilkakrotnie daninę na media?

Sam pomysł płacenia na media niezależnie od tego, czy się z nich korzysta, czy też nie, jest błędny. Każdy wydawca gazety chciałby pobierać od każdego obywatela opłatę, nawet gdy ten jego gazety nie potrzebuje, tak samo producenci filmów, wydawcy książek etc. Uczciwe byłoby zakodowanie nadawanych treści, aby każdy mógłby z nich korzystać po zapłaceniu. Ale władza dokładnie wie, że wtedy nikt by jej propagandy nie oglądał.

Załóżmy jednak, że państwo musi zagwarantować swoim obywatelom nieograniczony dostęp do seriali tureckich, brazylijskich, czasem i rodzimej produkcji, a także programów propagandowych. W takim razie media niczym nie różnią się od szkół, muzeów, teatrów, filharmonii, wojska, policji. Nikt nie płaci na wymienione instytucji osobnych składek, do tego służą przecież podatki. Zamiast więc pobierać osobną składkę na media, dofinansowując jednocześnie niektóre firmy prywatne, składka powinna być doliczona do podatków. Koszt zbierania tej składki tą drogą byłby żaden, gdyż urzędy skarbowe już istnieją, a koszt ich działania nie jest uzależniony od zebranych sum.

Proponowany przez rząd sposób zbierania opłat na media jest także skrajnie niesprawiedliwy. Bogaty emeryt będzie zwolniony z opłat, biedny trzydziestolatek żyjący z zasiłków już nie. A gdyby rozliczenie robione było poprzez urząd skarbowy, każdy płaciłby według swoich możliwości finansowych. Tak samo, jak się to dotychczas dzieje ze wszelkimi świadczeniami na rzecz państwa. Wystarczy zwiększyć stawki PIT i CIT orientacyjnie o 0,3% (19,3%, 32,3%) – nikt by nie zauważył różnicy, cała sprawa zostałaby załatwiona w sposób najprostszy z możliwych, bez prowizji dla podmiotów zewnętrznych, sprawiedliwie. Oczywiście politycy będą nam mydlić oczy argumentem, że w ten sposób władza będzie miała wpływ na przyznawanie pieniędzy na media. A kto nam zagwarantuje, że przy innych sposobach płacenia na nie tego wpływu mieć nie będzie? Skoro można obsadzić stanowisko szefa TVP uległym politykiem nie troszcząc się o opinię Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, skoro można w dowolny sposób zmieniać ustawę o mediach nie konsultując jej z nikim, to czy skok na kasę mediów jest niemożliwy?

To co powyżej jest niewątpliwie głosem wołającego na puszczy: władza i tak wybierze najmniej logiczne i najbardziej skomplikowane rozwiązanie, bo wierzy, że ma monopol na mądrość. Wierzy, że jak narzuci obywatelom swoją wizję świata, to wygra następne wybory, zapominając o tym, że poprzednie rządy też miały w garści media i przegrały. W dzisiejszych czasach nie ma już monopolu na media i śmiesznym jest takie myślenie. Lepiej byłoby, gdyby władza swoim działaniem zachęcała ludzi do tworzenia własnych mediów działających na zasadach komercyjnych, a nie narzucała im swój punkt widzenia, z którym coraz mniej osób się identyfikuje.