Muzyka21 nr 7/180 - lipiec 2015 r. - rok XVI

Czy Polacy zaczną kiedykolwiek cenić i szanować dorobek naszych kompozytorów? Śledząc wydarzenia kulturalne odbywające się w kraju z udziałem naszych pieniędzy można w to wątpić. Miesiąc temu pisaliśmy o „radosnej twórczości” polskich filharmonii, z których jedna fetowała swoją rocznicę utworem zapomnianego brytyjskiego kompozytora, a druga koncertowała przez dwa tygodnie w Wielkiej Brytanii z repertuarem i solistami zagranicznymi.


Tym razem warto opowiedzieć o „wiekopomnym” przedsięwzięciu zorganizowanym w maju przez Instytut Muzykologii KUL oraz tamtejsze Koło Naukowe Studentów Muzykologii. Była to szumnie nazwana ogólnopolska konferencja naukowa z udziałem gości zagranicznych pt. Twórczość kompozytorów słowiańskich I połowy XX w. Podczas trwającej dwa dni konferencji wygłoszono w sumie 18 referatów, każdy dzień zakończono recitalem.
Z tych 18 referatów 12 poświęconych było tylko muzyce polskiej twórców takich, jak Zbigniew Turski, Henryk Opieński, Włodzimierz Sławosz Dębski, Władysław Walentynowicz, Karol Szymanowski, Feliks Nowowiejski i Władysław Brankiewicz. Można tylko pochwalić organizatorów za tak ciekawe zestawienie. To ewenement na skalę krajową, by w jednym miejscu tyle miejsca poświęcić naszym mało znanym, lub wręcz zapomnianym twórcom.
Najlepsze zostawiamy na koniec. Otóż pierwszego dnia wygłoszono m.in. referaty: Zapomniane kompozycje Henryka Opieńskiego, Pierwiastek romantyczny w polskiej kulturze muzycznej początków XX w. – o recepcji twórczości Henryka Melcera w polskim piśmiennictwie muzycznym w świetle wybranych recenzji, Pierwiastek narodowy w życiu i twórczości I. J. Paderewskiego oraz kompozytorów Młodej Polski. Zwieńczeniem dnia obrad był recital wokalny w wykonaniu polskich artystów; w programie Janaczek i Martinu.
Drugiego dnia wygłoszono m.in. referaty: Władysław Walentynowicz – twórca, pedagog i organizator życia muzycznego, Słopiewnie – bydgoski rodowód okresu narodowego w twórczości Karola Szymanowskiego, W jaki sposób Feliks Nowowiejski wyrażał swą wiarę? Tematyka religijna w wybranych utworach kompozytora, Działalność muzyczna Władysława Brankiewicza. Tym razem organizatorzy znów „zaskoczyli” oryginalnością i w całości poświęcili finalny recital twórczości Dworzaka.
Tyle nieznanej muzyki prezentowane w referatach, a skończyło się jak zawsze u polskich muzykologów. Pisać o muzyce to i można, ale żeby jej słuchać, żeby ją przywrócić do życia? Polska kształci armie muzykologów, co roku, a rezultat jest taki, że nie potrafią niczego konkretnego dokonać. Czy autorzy tych referatów na pewno słyszeli dzieła wokalne Melcera, Opieńskiego, Różyckiego, Nowowiejskiego, Brankiewicza? Można w to wątpić. Cóż to za naukowcy, którzy nie mają ciekawości, nie interesują się tym o czym piszą. A przecież muzyka służy do słuchania, pisanie o niej referatów jest czymś wtórnym i bez znaczenia dla większości odbiorców. Żaden uczciwy recenzent nie napisze relacji z filmu, na którym nie był, nie zrecenzuje obiadu, którego nie skonsumował, nie opisze wystawy malarstwa, której nie widział. A rzesze muzykologów potrafią pisać w nieskończoność o muzyce, której nie słyszeli.
Szkoda, że nie skorzystano z okazji i nie udowodniono gościom np. z Czech, że swoich kompozytorów mamy. Oni byli pewnie zaskoczeni, że Polacy opowiadają o swojej muzyce, a grają dla nich to, co w Czechach mają na co dzień.
Jakie konferencje, taka edukacja. Nie ma się co dziwić, że z tej szacownej uczelni wyjdą kolejne pokolenia muzykologów mających za nic naszą muzykę.
A lubelscy urzędnicy powinni wstydzić się, że ich pieniądze poszły na promowanie muzyki czeskiej zamiast na odkrycie krajana, lublinianina Brankiewicza.

Na szczęście nie brak w Polsce ludzi mających szerokie horyzonty i mających na sercu dobro naszej wspólnej kultury i tradycji. W bieżącym numerze znana naszym czytelnikom Elżbieta Tyszecka, niestrudzona odkrywczyni i propagatorka, opowiada o właśnie wydanej płycie z muzyką Tadeusza Kasserna i Tadeusza Majerskiego. W przeciwieństwie do muzykologów ona najpierw muzykę wykonuje, a później o niej opowiada. O Kassernie powstała nawet kilka lat temu książka, ale dopiero Elżbieta Tyszecka pokusiła się, by przybliżyć tego twórcę melomanom. Bo w muzyce nie chodzi o to, by o niej pisać, ale by jej słuchać. O Tadeuszu Majerskim nic właściwie nie wiadomo. Pojawiały się co prawda w przeszłości jakieś nieśmiałe próby nagrania jego twórczości ale aż do dzisiaj nic z tego nie wychodziło. Teraz, dzięki Elżbiecie Tyszeckiej możemy poznać choć kilka jego utworów.

Pragniemy zaprosić naszych czytelników na Sopockie Dni Muzyki Wokalnej organizowane już od lat przez znakomitą śpiewaczkę, Bożenę Harasimowicz. Wśród zaproszonych artystów pojawią się Olga Pasiecznik i Kałudi Kałudow.
W numerze piszemy również o mistrzu chorału, Marcelu Pérèsie, wielkiej klawesynistce Rosalyn Tureck, wschodzącej gwieździe klarnetu, Andreasie Ottensamerze i o znakomitym polskim śpiewaku, Karolu Urbanowiczu. Polecamy także artykuł o włoskim kompozytorze, Marcu Scacchim, który wiele lat spędził na dworze króla Władysława IV.
Nasz korespondent kanadyjski, Kazik Jędrzejczak specjalnie dla Muzyka21 rozmawiał z polskim dyrygentem, Krzysztofem Urbańskim.

Wiadomość z ostatniej chwili: Krzysztof Penderecki został Prezesem Honorowym, a Mieczysław Kominek, dotychczasowy dyrektor POLMIC, Prezesem Związku Kompozytorów Polskich. Zaskakujące posunięcie biorąc pod uwagę, że związek jest „kompozytorów”, a Mieczysław Kominek jest muzykologiem. Równie zaskakujące jest to, że do największych osiągnięć nowego prezesa jest rozłożenia na łopatki niezwykle popularnego w latach 90. pisma „Studio”, a także nieudolne zarządzanie niezwykle cenionnym przez całe środowisko muzyczne narodowym wydawnictwem Polskie Nagrania – jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Strach pomyśleć, jak przysłuży się Związkowi Kompozytorów Polskich. Oj, będzie się działo...

Wszystkim naszym czytelnikom życzymy udanych wakacji.