Niektórzy ekonomiści wieszczą, że Polska stoi już niemalże na skraju bankructwa, że bez koniecznych reform i oszczędzania będzie z nami źle. Jednocześnie rządzący nic sobie z tego nie robią, nakładają na nas nowe daniny i bez zastanowienia wydają kolosalne sumy na przedsięwzięcia, które niewiele wnoszą i po których nawet ślad nie pozostanie. W ostatnich dniach marca, w podkrakowskiej wytwórni filmowej Alwernia, miało miejsce wykonanie Pasji wg św. Łukasza Krzysztofa Pendereckiego. Nie jest istotne, że warunki akustyczne są tam naprawdę dalekie od idealnych, jakie temu dziełu mogłyby zapewnić liczne kościoły w Krakowie. Nas interesuje tylko jedno: otóż media podały, że koszt koncertu wyniósł 2 miliony zł, czyli 2/3 rocznego budżetu niejednej filharmonii. Ponieważ zorganizowanie takiego koncertu nie powinno kosztować więcej niż 50 tys. zł, na co poszła reszta?
Przedsięwzięcie zostało zorganizowane przez Narodowy Instytut Audiowizualny. Na stronie Instytutu czytamy, iż został powołany „w celu digitalizacji, udostępniania i promocji polskiego dziedzictwa audiowizualnego”. Założeniem było utrwalanie wszelkich inicjatyw niszowych, którymi nie interesują się zwykłe media. Oczywiście założeniami nikt nie przejmuje się – wysłanie ekipy, która zarejestruje jakieś wydarzenie to budżet kilku-kilkunastu tysięcy zł, natomiast stworzenie wydarzenia „na miarę naszych możliwości” to sumy idące w miliony. Jest się czym dzielić…
Wśród naszych elit panuje przekonanie, że ciemny lud wszystko kupi, nic nie pamięta, a mądrości przez nie serwowane traktuje jak objawienie boskie. Jakiś czas temu minister Bogdan Zdrojewski zatrudnił na stanowisko p.o. dyrektora NIFC pana Kazimierza Monkiewicza tłumacząc, że jego brak doświadczenia w dziedzinie kultury nie ma znaczenia, gdyż jest on znakomitym menadżerem. Nie minęło kilka miesięcy i ten sam minister w wywiadzie udzielonym Rzeczpospolitej 3 kwietnia z okazji wybrania nowego zarządcy NIFC-u mówi „Nie wyobrażam sobie, by instytucją artystyczną zarządzał menedżer, który nie ma doświadczeń w kulturze”. Ulubionym twierdzeniem wszelkiej maści „autorytetów” jest, że „tylko krowa nie zmienia poglądów”...
Krótka pamięć, to przypadłość rozpowszechniona wśród „wielkich” tego świata. Oto fragment wywiadu udzielonego przez Krzysztofa Pendereckiego 8 kwietnia Newsweekowi. Na zadane mu pytanie przez Roberta Ziębińskiego: „Spotykamy się w studiu Polskiego Radia, gdzie nagrywa pan wszystkie swoje symfonie. Szykuje pan jakieś ekskluzywne wydanie?”, maestro odpowiedział: „Nie chodzi o ekskluzywność: po prostu robię sobie prezent. Te nagrania dostępne były wcześniej, ale wtedy nie ja dyrygowałem orkiestrą. W przyszłym roku skończę 80 lat. Będę także obchodził 60-lecie pracy zawodowej. Jest zatem okazja, by zrobić sobie prezent”. Pragniemy przypomnieć, że istnieją co najmniej 4 nagrania symfonii Krzysztofa Pendereckiego dyrygowane przez niego. Poza tym cóż to za prezent robi sobie Maestro, skoro to my, podatnicy sfinansowaliśmy go w tym roku sumą co najmniej 300 000 zł (chodzi o nagranie symfonii, bo wyżej wspomniane 2 mln to inna przecież sprawa), nie mówiąc o latach poprzednich…
Kolejny przykład amnezji. Ci, co z taką łatwością wydali nasze 2 miliony na Pasję Pendereckiego w Alwernii zapomnieli, że dokładnie rok temu, 22 kwietnia 2011 r. wystawiono ten utwór w Filharmonii Warszawskiej – dyrygował również kompozytor. Co takiego złego było w tamtym wykonaniu filmowanym przez Telewizję Polską i już przez nią emitowanym, że NInA postanowiła kolejne nasze miliony zaangażować. Czy p.t. Dyrektor tej instytucji uznał, że Iwona Hossa, Thomas Bauer, Tomasz Konieczny, Krzysztof Gosztyła oraz Chór Filharmonii Warszawskiej, Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej oraz Sinfonia Varsovia, wykonawcy tamtego koncertu, w akustyce gmachu przy ulicy Jasnej nie sprawdzili się?
O tym, że nikt na naszej „zielonej wyspie” nie myśli racjonalnie i szasta pieniędzmi może świadczyć zaproszenie Teatru Maryjskiego z Petersburga z Wojną i pokojem Sergiusza Prokofiewa. Pomysł zgoła świetny, ale dlaczego zapłaciliśmy za to 3 miliony zł, by na dwóch spektaklach jakie miały miejsce obejrzało tę operę co najwyżej 3 000 widzów. Tak to kosztem wszystkich podatników każdy widz otrzymała prezent wart 1 000 zł, z którego na dodatek nie trzeba się rozliczać z fiskusem.
Jak wielokrotnie pisaliśmy na tych łamach, Polska na własne życzenie czyni z siebie wirtualną kolonię, którą każdy może wykorzystać dzięki przyzwoleniu naszych władz. Co i raz zapraszamy zespoły z całego świata, za co płaci polski podatnik. Jednocześnie, gdy nasi artyści jeżdżą po świecie, na ogół z niepolskim repertuarem, również polski podatnik to finansuje. Myśmy sfinansowali wyjazd warszawskiego Króla Rogera do Wielkiej Brytanii, to również my sfinansowaliśmy przyjazd do Polski austriackiego Króla Rogera. Przysłowiowe wożenie drzewa do lasu!
A czy ministerstwo i podlegające mu instytucje mogą się pochwalić udanym eksportem naszej kultury, to znaczy takim, na którym coś zarobiliśmy?
Na zakończenie warto zacytować panią Barbarę Stasińską z wydawnictwa W.A.B., która w radiowej audycji „Sterniczki” komentując wydarzenie, jakim było sprowadzenie do Polski opery Prokofiewa, tak oto scharakteryzowała zarządzanie kulturą w Polsce: „Mamy bizantyjsko-dworski, odziedziczony po PRL styl myślenia o finansowaniu kultury. Wygląda to tak: niekompetentny urzędnik z nadania politycznego, niemający o kulturze bladego pojęcia, powołując się na sytuację finansową państwa lub miasta podejmuje nietransparentne i nieuzasadnione merytorycznie decyzje”.
*********************
Laureatami Grand Prix IX konkursu Zapomniana muzyka polska polegajacym na sfinansowaniu nagrania i wydania płyty CD, a takze jej promocji i dystrybucji, zostało kieleckie trio smyczkowe Alegrija w składzie: Maria Miłkowska – skrzypce, Magdalena Sierpień-Wywrocka – altówka i Przemysław Wierzba – wiolonczela.
O artystach i ich zwycięskim repertuarze poinformujemy po nagraniu płyty.
Artystom gratulujemy!